ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Quiet Riot ─ Metal Health w serwisie ArtRock.pl

Quiet Riot — Metal Health

 
wydawnictwo: Columbia 1983
 
1. "Metal Health (Bang Your Head)" 5:16
2. "Cum On Feel the Noize" 4:51
3. "Don't Wanna Let You Go" 4:42
4. "Slick Black Cadillac" 4:12
5. "Love's a Bitch" 4:11
6. "Breathless" 3:51
7. "Run for Cover" 3:38
8. "Battle Axe" 1:38
9. "Let's Get Crazy" 4:08
10. "Thunderbird" 4:43
 
Całkowity czas: 40:57
skład:
Kevin DuBrow - lead vocals; Carlos Cavazo - guitars, backing vocals; Rudy Sarzo - bass, synthesizer; Frankie Banali - drums, backing vocals
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
24.04.2018
(Recenzent)

Quiet Riot — Metal Health

Artrockowy oddział Polskiego Związku Kynologicznego zaprasza na kolejny odcinek cyklu o pudlach, czyli

Poważna muzyka w niepoważnym opakowaniu.

Odcinek jubileuszowy. Bo trzydzieści pięć lat temu płyta wyszła. A dokładnie trzydzieści pięć lat, miesiąc i trzynaście dni.

Tośka buszowała w paczce z płytami. Na box z krążkami Carole King spojrzała  z sympatią, pokiwała z szacunkiem głową na debiutem Manassas i „Captain & Me” The Doobie Brothers, na widok „Floating Into The Night” Julee Cruise popatrzyła dziwnie, ale na mnie. A na koniec radośnie zamerdała ogonem i uśmiechnęła się całą paszczęką od ucha do ucha.

 - Wreszcie coś dla mnie – zadowolona wyciągnęła z kartonu płytę, na której okładce straszył jakiś psychol w masce i tak zwanej komeżce (czyli kaftanie bezpieczeństwa) – No nareszcie będę sobie mogła posłuchać  oryginału, a nie CD-Ra. Bardzo dobra płyta!

 - Czy ja wiem, czy taka bardzo dobra? Raczej bardzo fajna – byłem nieco sceptyczny, chociaż przecież sam to kupiłem.

 - W przypadku hard’n’heavy „fajny” i „dobry” to właściwie synonimy – upierała się Tośka.

 - Nie jestem do końca  przekonany, czy masz rację. Ale niech ci będzie. Tylko wiesz co, zwykle się tutaj zastanawiamy "jak to się stało, że nie zgrało",  a dzisiaj by się wypadało zapytać – jakim  cudem taki krążek dobił na szczyty list przebojów i  zaliczył platynę razy sześć!  Moim   zdaniem potencjał miał najwyżej na koniec drugiej dziesiątki, a platynę góra podwójną. Znam kilka lepszych, które nawet nie otarły się o sukces, na przykład Madam X „We Reserve The Right”, TKO „In The Face”, debiut Q5.

 - Ty zawsze upominasz się o single, a tu akurat dwa single jak rakiety i poszło. Druga sprawa – brak  konkurencji. Pudel dopiero się zaczynał, Kiss akurat mieli przerwę, innych podobnych kapel akurat nie było zbyt dużo, a przynajmniej nie u mejdżerów. Niby Pasha to nie była duża firma, ale właściwie był to sub-label Columbii. Po prostu byli w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. I nawet jeśli sukces "Metal Health" wydaje ci się przesadzony, to i tak musisz przyznać, że nie ma się gdzie tej płyty przeczepić. Same fajne  numery.

 - No... tak – przytaknąłem  z pewnym wahaniem – Jest  dobrze. Ichnia wersja "Cum On Feel the Noize" jest znakomita, a z własnej twórczości no to tytułowy, "Slick Black Cadillac"(*)...

 - Nie zapominaj   o "Love's a Bitch" i "Thunderbird" – wtrąciła  się Tośka.

 - Nie zapominam.  Tak  w ogóle, to można by było wymienić  tutaj resztę płyty, bo ona cała jest wesoła, skoczna, zagrana z fajnym czadem i wykopem. Do tego   materiał jest ciekawie zróżnicowany, co w  przypadku kapel hard’n’heavy dość mocno ograniczonych stylistycznie i instrumentalnie, bo to tylko sekcja, gitar i wokal – warto  na to też zwrócić uwagę. A wracając do „Cum on…” to ciekawa sprawa z tym coverem – Slade „osobiście” nigdy nie zdobyli sobie żadnej popularności w USA, a Quiet Riot dwa ich numery skutecznie pogonili na listy, bo przy okazji „Condition Critical” powtórzyli ten manewr z "Mamma Weer All Crazee Now".

 - „Metal Health” to typowy, imprezowy rock'n'roll a'la KiSS. Pod tym względem sprawdza się idealnie.  Ale takim bardzo ortodoksyjnym metalem bym tego nie nazwała. Dlatego  trochę śmieszy mnie nazywanie „Metal Health” pierwszym albumem heavy metalowym, który wylądował na szczycie Billboardu. Zresztą pikuś,  płyta jest zacna.

 - Wiesz co, ale mi się "Condition Critical" bardziej podoba – nieśmiało  się przyznałem.

 - Ech ty...! Profanie.

(*) – wcześniejszą wersję znajdziemy na „Quiet Riot II”, pierwotnie wydanej tylko w Japonii.  Zresztą „Metal Health” było pierwszą płytą Quiet Riot przeznaczoną do normalnej, międzynarodowej dystrybucji, nie tylko na Japonię.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.