ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Rachmaninov  ─ Concertos pour piano 2&3 w serwisie ArtRock.pl

Rachmaninov — Concertos pour piano 2&3

 
wydawnictwo: Mirare 2005
 
Concerto no. 2 en ut mineur opus 18
1. Maestoso [10:03]
2. Adagio sostenuto [10:39]
3. Allegro scherzando [10:26]
Concerto no. 3 en re mineur opus 30
4. Allegro non tanto [16:36]
5. Intermezzo [9.40]
6. Alla breve [13:11]
 
Całkowity czas: 70:27
skład:
Borys Bieriezowski – fortepian
Uralska orkiestra filharmoniczna pod dyrekcją Dymitra Lissa
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 3
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 9

Łącznie 16, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
15.06.2010
(Recenzent)

Rachmaninov — Concertos pour piano 2&3

Depresja u zwykłego śmiertelnika jest często sposobem na życie, natomiast u artysty bywa kluczem do sukcesu. Niektórzy wprawdzie nie doczekali się go za życia jak Nick Drake, Ian Curtis czy Kurt Cobain tworząc własne magna opera tuż przed tragicznym finałem (Nick Drake Pink Moon, Joy Division Closer, Nirvana Nevermind), ale przeszli do historii muzyki popularnej jako wybitne jednostki, których dorobek artystyczny do dziś inspiruje następne pokolenie wykonawców. Inni zaś, pomimo, że śpiewali "It doesn't matter if we all die(1), przeszli pomyślnie terapię, o której mowa w tekście "24 Hours" Iana Curtisa i pokonawszy niemoc ducha, doczekali się poklasku za życia (Robert Smith).

Siergiej Rachmaninow (1875–1945) bezwzględnie zalicza się do tej drugiej grupy niepokonanych artystów, którym porażka nie przeszkodziła w drodze po sztandar chwały i światowe uznanie. W przypadku tego rosyjskiego kompozytora oskarżanego przez nieprzychylnych mu krytyków o „płytki sentymentalizm” w utworach, jakie tworzył na przełomie wieków, a utrzymanych w duchu późnoromantycznym; to właśnie ów zjadliwy krytycyzm dokuczył młodemu Rachmaninowowi najbardziej (2). Po fatalnej premierze I symfonii w roku 1897 nasz bohater w okowach niemniej fatalnego w skutkach przygnębienia odsunął się na skraj życia publicznego dokładnie na trzy lata. Dzięki fachowej opiece dr. Nikołaja Dahla, Siergiej powraca na szlak muzycznej kariery II-gim koncertem fortepianowym c-moll, który dedykuje właśnie jemu. Niespełna dziesięć lat później, 28 grudnia 1909 roku w Nowym Jorku, ma miejsce kolejna udana premiera, tym razem III-go koncertu fortepianowego d-moll.

Obydwa koncerty fortepianowe znalazły się na jednym krążku albumowego wydawnictwa francuskiej wytwórni płytowej Mirare, w roku 2005. W rejestracji nagrania wzięła udział Uralska Orkiestra Filharmoniczna z Jekaterynburga pod dyrekcją Dymitra Lissa wraz z solistą – znakomitym pianistą rosyjskim – Borysem Bieriezowskim. Owocem tej zwartej sesji jest najbardziej porywająca jak dotychczas interpretacja obu największych dzieł Rachmaninowa. Borys Bieriezowski, podobnie jak inny światowej sławy pianista z byłego ZSRR, Emil Gilels (1916–1985), lubuje się w zdecydowanej, energicznej i pełnej rezonu grze na fortepianie, która musi wywołać absolutny rezonans wśród wielbicieli muzyki klasycznej. Pierwsze oficjalne wydanie niniejszych koncertów z roku 1972 (Decca Records) opieczętowane szanowanym nazwiskiem Władimira Aszkenazego (świetne odtworzenie Symfonii 1-3 Rachmaninowa dla Decca) nie wzbudza we mnie tak gwałtownej burzy uczuć jak „niedźwiedzia łapa” Borysa Bieriezowskiego uderzająca dziarsko po klawiaturze fortepianu. Jego dynamiczna gra nie ma nic w sobie z niemrawych ruchów zgnuśniałego pianisty.

II koncert fortepianowy c-moll zaczyna się drobnymi, narastającymi dźwiękami fortepianu, które po chwili schodzą na drugi plan odgrywając arpeggia pod orkiestrę grającą główny motyw Maestoso. Powtórzenie tego tematu stanowi kulminację pierwszej części koncertu, po której następuje wolne, liryczne Adagio sostenuto (klarnet przejmuje płynnie partię fletu). Allegro scherzando z kolei zaskakuje „wielką inwencją rytmiczną”, która wyróżnia Rachmaninowa spośród jego rodaków – Prokofiewa, Strawińskiego – mniej „wulkanicznym” temperamentem muzycznym (3).

III koncert fortepianowy d-moll Siergieja rozpoczyna orkiestrowy beat podkładający się pod przejętego nastrojem Bieriezowskiego, który w Allegro non tanto wywołuje klasyczną zadymkę robiąc z fortepianem to, co Hendrix wyprawiał z gitarą ponad ćwierć wieku temu. Powtórzenie sentymentalnego tematu w siódmej minucie przygotowuje orkiestrę i solistę do podjęcia crescenda w ósmej. Natomiast, dziewiąta minuta rozstraja zupełnie nie tyle Steinwaya, co bogu ducha winnego słuchacza targając jego emocjami niczym rozzłoszczone dziewczynki swymi gałgankami. Nie mijają kolejne trzy minuty jak znowu słychać chrzęst rozedrganych strun fortepianu wskutek jeszcze gwałtowniejszego crescendo, które już chorobliwie rozpala pogrążone w niespokojnej gorączce wrażeń zmysły. Niesłychane zjawiska, jakie zachodzą w Allegro non tanto, da się tylko porównać do jowiszowych burz, szalejących nieokiełznanie w jego Wielkiej Czerwonej Plamie.

Intermezzo uspokaja rozhuśtany nastrój i w niczym nie przypomina Adagia z poprzedniego koncertu. Inaczej niż w Adagiu partia fortepianu rozlega się po długim orkiestrowym preludium, w którym dochodzi do dialogu pomiędzy sekcją smyczkową i dętą. Ostatnie takty Intermezza płynnie przechodzą w wieńczące koncert Alla breve, czyli przyprawiający o obłęd rozpętany ponownie przez solistę jowiszowy sz(kw)ał zakończony gromkim hukiem kotłów.

III koncert fortepianowy Rachmaninowa, zdaniem belgijskiego muzykologa Franse'a C. Lemair'a, uważany jest za jeden z najlepszych z romantycznego repertuaru muzyki poważnej. Nacechowany niezwykłą monumentalnością i nieprzesadnie nasycony emocjonalnie mógłby swobodnie zdetronizować I koncert fortepianowy b-moll Piotra Czajkowskiego czy też I koncert fortepianowy e-moll Fryderyka Chopina w świadomości niedoszłych melomanów.

 


 

(1). Pierwsza linijka oryginalnego tekstu piosenki „One Hundred Years” z płyty Pornography The Cure. (2). Cytat Franse'a C. Lemaire'a w tłumaczeniu autora. (3). Słowa w/w belgijskiego muzykologa w przekładzie autora.
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.