ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 19.10 - Warszawa
- 20.10 - Wrocław
- 19.10 - Łódź
- 20.10 - Warszawa
- 20.10 - Katowice
- 21.10 - Warszawa
- 26.10 - Warszawa
- 27.10 - Warszawa
- 27.10 - Łódź
- 28.10 - Łódź
- 29.10 - Łódź
- 31.10 - Łódź
- 02.11 - Kraków
- 02.11 - Warszawa
- 03.11 - Kraków
- 02.11 - Łódź
- 04.11 - Łódź
- 05.11 - Łódź
- 06.11 - Warszawa
- 09.11 - Kraków
- 09.11 - Warszawa
- 11.11 - Łódź
- 11.11 - Warszawa
- 12.11 - Warszawa
- 13.11 - Gdańsk
- 14.11 - Poznań
- 12.11 - Łódź
- 15.11 - Kraków
- 15.11 - Warszawa
- 16.11 - Wrocław
 

koncerty

11.09.2011

INO-ROCK FESTIVAL 2011

INO-ROCK FESTIVAL 2011
Czwarta edycja tego festiwalu jest już za nami. Przyznaję, że była to moja pierwsza muzyczna wyprawa do tego miasta. W tym roku wystąpiły takie zespoły jak Lebowski, Wolf People, Pain of Salvation i legendarny Brendan Perry.

Koncert w życiu widziałem niejeden, w klubach, dużych salach, w plenerze itd., ale kilka rzeczy w Inowrocławiu mile mnie zaskoczyło. Przede wszystkim bardzo ładne położenie Amfiteatru Letniego w Parku Solankowym. Sam obiekt, choć podobno w tym roku wyremontowany nie wygląda jakoś nadzwyczajnie, to panuje tam świetny klimat. Teren jest zadrzewiony, a po zmroku w pełni księżyca wyglądał naprawdę bajecznie.

Zgodnie z planem, punktualnie o 17 na scenie pojawiła się szczecińska formacja Lebowski ze swoim instrumentalnym spektaklem z cyklu „muzyka do nieistniejącego filmu”. Zespół zagrał utwory ze swojego debiutanckiego, bardzo dobrego krążka Cinematic, a także nowe kompozycje, które jak zapowiedział gitarzysta – Marcin Grzegorczyk znajdą się na kolejnym wydawnictwie Lebowskiego. Był to bardzo udany występ, który po zmroku, w odpowiedniej aurze, w blasku świateł smakowałby jeszcze bardziej. Po trwającej około kwadransa przerwie, na deskach teatru pojawili się młodzi Brytyjczycy z Wolf People. Niestety na tym koncercie dość mocno się wynudziłem i to nie dlatego, że zespół grał źle – nie, grał nawet dobrze, ale bardziej chodzi o to, co grał. Nie podoba  mi się też maniera wokalna lidera – Jacka Sharpa, ale to oczywiście kwestia gustu. Muzycy mają aspiracje do grania rocka psychodelicznego i owszem słychać tam jakieś naleciałości starego Pink Floyd, trochę Jethro Tull czy zespołów ze Sceny Canterbury. I gdyby był to przegląd młodych kapel, przymknąłbym oko i na tle innych pewnie wypadliby nieźle. Niestety w tym towarzystwie wyszło to marnie. Chociaż bez bicia przyznaję, że swoją interpretacją „Tale of Taliesin” legendarnego Soft Machine mnie urzekli.

Kolejny antrakt trwał ponad pól godziny, ponieważ zmiana wyglądu sceny, wniesienie oraz podłączanie sprzętu kolejnej gwiazdy Ino-Rock było bardziej czasochłonne. Ponadto w międzyczasie zaczęło się ściemniać, a nad głowami widzów zaczęło gęsto przelatywać szykujące się do snu ptactwo. Gdy prawie zapadł zmrok, punktualnie o 20 na scenę wkroczyła grupa Pain of Salvation. Mocno przebierałem nogami na występ Szwedów. Kwartet dał z siebie wszystko, zagrał bardzo przekrojowy materiał, pojawiły się zarówno stare jak i nowe kompozycje (przypomnijmy iż 26 września br. grupa wydaje nowy album Road Salt Two). Wszystko wyglądało i brzmiało bardzo profesjonalnie, muzycy znakomicie czują się na scenie, a wokalista i gitarzysta – Daniel Gildenlöw nie dość, że posiada świetny wokal to okazał się wspaniałym konferansjerem; żywo dyskutował z publicznością, a ta z każdym utworem grupy była jeszcze bardziej pobudzona. Inowrocławski amfiteatr tak naprawdę dopiero na ich koncercie bardzo się zapełnił, a pod sceną stał gęsto ściśnięty, spory tłum ich miłośników. Pod koniec występu grupa z przymrużeniem oka pokazała, że nie boi się grać swoich utworów w aranżacjach bluesowych, czy reggae. Wyszło to znakomicie i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że był to najlepszy koncert tego wieczoru. Mam też nadzieję, że panowie z Wolf People wyszli zza kulis i obejrzeli ten koncert, może jakąś naukę z tego pobiorą.

Jako czwarta i zarazem ostatnia gwiazda tegorocznego festiwalu wystąpił Brendan Perry i to był (właśnie miał być) ten koncert, na który czekałem najbardziej. Tego artysty chyba nie trzeba nikomu przedstawiać: kompozytor i multiinstrumentalista, brzydsza połowa duetu Dead Can Dance, ma również na swoim koncie dwa albumy solowe: Eye of the Hunter (1999) i wydane w ubiegłym roku Ark. Skąpany w blasku księżyca muzyk wraz z zespołem pojawił się na scenie, gdy tylko wybiła godzina dziesiąta. Usłyszeliśmy głównie materiał z płyty Ark, choć nie zabrakło przepięknego „Wintersun”, oraz takich kompozycji jak „Utopia”, „The Bogus Man”, czy „Sevance” z repertuaru Dead Can Dance zagranego na bis. Artysta dzień wcześniej wystąpił w Warszawie, a z Inowrocławia udał się na dwa kolejne polskie koncerty, do Szczecina oraz Wrocławia. Wbrew obawom zgromadzony pod sceną tłum nie zelżał, a sam występ był naprawdę bardzo udany. Niestety pozostał w sercu mały niedosyt. Jak wspomniałem, na ten ostatnio koncert czekałem najbardziej, tego wieczoru był to mój faworyt... Niestety taka muzyka nie pasuje do formy festiwalu, powinna być raczej ulokowana w jakimś małym, kameralnym klubie. Artysta jest w rewelacyjnej formie, a sam koncert oczywiście był udany i zagrany na wysokim poziomie. Pstryczek w nos należy się tylko panom odpowiadającym za dźwięk właśnie na tym ostatnim występie – można było lepiej dopracować nagłośnienie - momentami było trochę za głośno (szczególnie perkusja).

Nie żałuję tej wyprawy, bo było warto i polecam kolejne edycje Ino-Rock każdemu, kto nie był. W stolicy Kujaw Zachodnich panuje niezapomniana koncertowa atmosfera i na deser po wszystkich wakacyjnych koncertach, festiwalach można zobaczyć coś troszkę innego i wyszukanego, gdzie każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Nie wiem też jak udaje się to organizatorom, ale zawsze trafiają w piękną pogodę. W tym roku było słonecznie, a noc jak na wrzesień i ostatnie dni nawet ciepła. Rozmawiałem z kilkoma osobami, które przyjeżdżają na Ino-Rock od pierwszej edycji i wspominały, iż aura zawsze dopisuje. Plusem jest również organizacja całości, miła i uprzejma obsługa, ochrona i punktualność. Ja już czekam na kolejną, jubileuszową, piątą edycje festiwalu. Podobno ma być wtedy coś specjalnego. Zobaczymy, rok szybko minie, a ja już nie mogę się doczekać. W drodze powrotnej z Naczelnym deliberowaliśmy o różnych rzeczach, m.in. obstawialiśmy przyszłoroczne typy. Ja chciałbym Katatonie, Klausa Schulze z Lisą Gerrard (tak dla równowagi) i Wojtka Hoffmanna z Drzewami.

Zdjęcia:

InoRock 10.09.2011 - Lebowski InoRock 10.09.2011 - Wolf People InoRock 10.09.2011 - Wolf People InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Pain of Salvation InoRock 10.09.2011 - Brendan Perry InoRock 10.09.2011 - Brendan Perry InoRock 10.09.2011 - Brendan Perry
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.