ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 30.09 - Częstochowa
- 07.10 - Poznań
- 08.10 - Wrocław
- 14.10 - Rzeszów
- 22.10 - Kraków
- 30.09 - Kraków
- 30.09 - Piekary Śląskie
- 01.10 - Poznań
- 01.10 - Warszawa
- 01.10 - Konin
- 09.10 - Kraków
- 10.10 - Warszawa
- 11.10 - Kraków
- 12.10 - Warszawa
- 13.10 - Gdańsk
- 12.10 - Wrocław
- 13.10 - Wrocław
- 13.10 - Toruń
- 14.10 - Gdańsk
- 14.10 - Warszawa
- 19.10 - Katowice
- 22.10 - Kraków
- 23.10 - Wrocław
- 27.10 - Warszawa
- 29.10 - Zabrze
- 29.10 - Warszawa
- 30.10 - Katowice
- 31.10 - Poznań
- 31.10 - Wrocław
- 01.11 - Warszawa
 

wywiady

11.02.2011

O rzeczach trudnych, cudownych i naturalnych jak oddychanie – wywiad z Andym Powellem, liderem Wishbone Ash

O rzeczach trudnych, cudownych i naturalnych jak oddychanie – wywiad z Andym Powellem, liderem Wishbone Ash Wkrótce Wishbone Ash zawita do Polski na sześć koncertów. A już dzisiaj zapraszamy do wywiadu, którego udzielił nam Andy Powell - lider i jednocześnie jedyna osoba, która jest z zespołem od początku do końca. Jak się okazało również bardzo miły i fascynujący rozmówca...

ArtRock.PL: Cześć Andy! Jak się masz?


Andy Powell: Czuję się naprawdę świetnie, dziękuję. Jesteśmy w trakcie długiej trasy, ale jest super.


AR: Wszędzie trwają jeszcze podsumowania ostatniej dekady. Czy była ona dobra dla Wishbone Ash?


AP: Bardzo. Koncertowaliśmy po całym świecie. Rok temu byliśmy w Japonii, Republice Południowej Afryki z Deep Purple. Robiliśmy mnóstwo ciekawych rzeczy, wydawaliśmy albumy w różnych krajach. Również rozszerzyliśmy i otworzyliśmy brzmienie zespołu. Nagrywamy wciąż dobre piosenki, myślę, że lepsze niż kiedykolwiek. To był świetny okres, zdarzało się, że graliśmy 200 koncertów rocznie. Granie, podróżowanie… To naprawdę wielkie marzenie dla muzyka żeby być w takim zespole. W pewnym sensie przeżywam moje marzenie (śmiech).


AR: To chyba najwspanialsza rzecz. A gdybyś miał porównać koncertowanie w dawnych latach z teraźniejszością?


AP: W dawnych latach, jak to ująłeś, często nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy (śmiech). Przyzwyczajaliśmy się do idei trasy koncertowej. Było to czasem stresujące. Teraz jestem bardzo doświadczony w koncertowaniu i znam wszystkie miejsca, które odwiedzam. Mam wielu przyjaciół w różnych częściach świata i czuję się bardzo komfortowo w drodze. Jest bezproblemowo, wszyscy są o wiele starsi, bardziej profesjonalni. Myślę, że koncertowanie stało się moim życiem. W dawnych latach stawało się nim.


AR: Często powtarzasz, że „zespół, który gra razem – pozostaje razem”. Uważasz więc, że koncerty to najważniejsza część życia muzyka…


AP: Zgadza się.


AR: … co różni się bardzo od podejścia wielu zespołów dzisiaj, które grają koncerty, żeby uzbierać pieniądze na wydanie albumu. Czy jest to zmiana myślenia czy przemysłu muzycznego? Jak uważasz?


AP: Masz rację. Technologia uczyniła wiele rzeczy łatwymi. Wystarczy podnieść palec. Myślę, że jeżeli z dobrymi muzykami grasz to samo często, wykorzystujesz te wszystkie mięśnie i zdolności, możesz wydostać na zewnątrz wszystkie emocje i ciągle iść dalej. Jeżeli tego nie wykorzystujesz, tracisz to. Muzycy muszą grać, uwielbiają grać. Ciężko pracuję nad zespołem. Uważam, że jestem dobrym liderem. Mam nadzieję, że ludzie mnie lubią, ale wierzę, że zespół musi grać cały czas. Jak najwięcej. Oczywiście mamy przerwy, ale trzeba grać. To naturalne (śmiech).


AR: Przed trasą Reason to Believe również wzięliście przerwę, żeby nagrać nowy album…


AP: Zaczęliśmy pracować nad nim we Francji. Nakręciliśmy także Rockumentary, dokument o pisaniu i nagrywaniu tego albumu. Mamy nadzieję pokazać jak pomysły w takich zespołach, jak nasz stają się rzeczywistością. DVD jest już dostępne. Bardzo mi się podoba. Chcemy dokończyć płytę w Anglii, w późniejszej części roku.


AR: Właśnie miałem spytać również o to DVD. Nie jest częstym zjawiskiem wydawanie dokumentu. Wiesz, cięcie kosztów i te sprawy…


AP: Musieliśmy to sami finansować z przyjaciółmi. Robimy to, co chcemy, a nie to, co każe przemysł muzyczny. Czerpiemy przyjemność z naszej pracy. Myślę, że nasi fani to ciasna społeczność i bardzo lubią widzieć każdy aspekt zespołu. Wielu z nich przemierza tysiące mil, żeby nas zobaczyć. Spotykają się z fanami z innych krajów i wiedzą wszystko o Wishbone Ash. Lubią widzieć, co się dzieje za kurtyną. Przychodzą na soundchecki, interesują się tą ukrytą stroną zespołu. To DVD daje im taką możliwość. Dla nas było to również ciekawe przeżycie, być tak filmowanym. Wielki ubaw.


AR: Dobrze być dzisiaj niezależnym, wolnym.


AP: O tak!


AR: Nie jest to łatwe dla młodych wykonawców.


AP: Pomocą jest tu Internet. Biznes muzyczny jest w ciągłym ruchu, ciągle się zmienia. To już nie to samo, w co wchodziłem lata temu. Myślę, że dzisiaj zespoły rockowe idą po prostu swoją drogą i jest to o wiele ciekawsze.


AR: Kilka dni temu oglądałem inne dokumentalne DVD o muzyku, o Stevenie Wilsonie. Nie wiem czy go kojarzysz?


AP: Nie wiem, chyba nie…


AR: Powiedział tam, że programy w stylu “Idola” zostały stworzone po to, żeby przemysł muzyczny odzyskał kontrolę nad młodymi wykonawcami.


AP: Też tak myślę. Pewnie spojrzymy kiedyś wstecz na ten okres jak na coś bardzo dziwnego (śmiech). Pojawia się ciągle wiele oryginalności i jest to sposób, żeby wielki biznes znowu kontrolował muzyków. Podpisują umowy z tymi muzykami i są one dla nich bardzo obciążające. Odbiera się im prawa do dosłownie wszystkiego. Taki artysta ma bardzo krótkie życie. Ja jestem szczęściarzem, bo jestem już w muzyce bardzo długo, czterdzieści jeden lat. Mam nadzieję, że tym ludziom uda się przetrwać długo. Za dużo dziś w muzyce chciwości.


AR: Czterdzieści jeden lat w jednym zespole to nie lada osiągnięcie. Pozostałeś tylko ty z oryginalnego składu. Czy trudno jest utrzymywać Wishbone Ash i dać fanom przekonanie, że to ciągle ten zespół?


AP: To jest trudne, ale też coś, co robię naturalnie. Dzięki mojemu doświadczeniu czuję, że mogę dobrze prowadzić ten zespół. Przyciągam dobrych muzyków. Nie muszę myśleć o tym. Dawni muzycy Wishbone Ash odchodzili jeden za drugim, nigdy nie było rozpadu. Nigdy nie musiałem podejmować decyzji w stylu: „O rany! Jak mam iść dalej?”. Zawsze była nas dwójka albo trójka. Duch tego zespołu pozostał we mnie i to ja go prowadzę. Taka sama sytuacja dotyczy wielu innych zespołów z lat siedemdziesiątych. Rozumiem ich publikę. To jest zupełnie naturalne, nie muszę o tym myśleć. Jak oddychanie. Muzycy, których przyjmuję do zespołu rozumieją to. Wiedzą czym jest Wishbone Ash. Na przykład gitarzysta Muddy Manninen, który jest z nami od pięciu lat, jest pełnym pasji muzykiem. Gra w bardzo romantyczny sposób, który doskonale brzmi z tym jak brzmieliśmy na początku. Jest doskonały. Pozwala to nam także tworzyć nową muzykę. To jak drużyna piłkarska. Weź na przykład Manchester United. To teraz zupełnie inni ludzie, ale nadal są świetnym zespołem. I utrzymują to uczucie wśród kibiców.


AR: Czyli nie będzie potrzeby zmian w najbliższej przyszłości.


AP: Mam nadzieję, że nie. Mamy bardzo stabilny skład i świetny zespół.


AR: Czy usłyszymy jakieś nowe kompozycje na koncertach?


AP: Tak, mamy zupełnie nową kompozycję Reason to Believe, która jest utworem flagowym nowego albumu. Zagramy trochę utworów z „The Power of Eternity”, naszego ostatniego albumu. Będzie też sporo klasyków, które ludzie zawsze chcą usłyszeć.


AR: Wishbone Ash niegdyś było przełomowym zespołem. Teraz macie wielu naśladowców i trudno być tak oryginalnym jak kiedyś…


AP: Zawsze szukamy nowych stylów i wpływów. Teraz jest bardzo ciekawie na scenie, dodaliśmy trochę perkusji i brzmi to super. Nie wiem jednak czy będziemy to kontynuować. Chciałbym również odkrywać na nowo folklor. Graliśmy w Irlandii z irlandzkimi muzykami, co było bardzo ciekawym przeżyciem. Jest sporo muzyki, którą wciąż możemy wyciągnąć z atmosfery, ale rozumiem co masz na myśli. To trudne, jednak mamy dobrą pozycję. Mamy tę wolność pozwalającą nam wypróbować to, co chcemy. Nie mamy wielu ograniczeń. Nie czuję ich wcale. Myślę, że o wiele trudniej jest na przykład… może Metallice. Są znani jako bardzo ostry zespół i muszą takimi pozostać. My możemy zrobić, co chcemy (śmiech).


AR: Nie ma tej presji…


AP: Tak. Deep Purple pewnie ma presję, żeby być Deep Purple. My możemy być wieloma rzeczami, odkrywać wiele stylów. Pewnie to utrzymało większą część naszych fanów. Zawsze są ciekawi.


AR: Dwa lata temu Martin Turner wydał album pod szyldem Martin Turner’s Wishbone Ash. Płyta nazywa się „Argus: Through The Looking Glass” i jest to remake waszego klasyka. Uważasz to za przejaw braku kreatywności czy szansę na nowe spojrzenie na stare rzeczy?


AP: Myślę, że nie da się stworzyć na nowo takiego albumu jak Argus. Nigdy bym czegoś takiego nie spróbował. To trochę dziwny pomysł. Tworzyliśmy wersje live tego albumu, graliśmy go czasem w całości na koncertach. Można coś takiego nagrać, ale to inna sytuacja. Powiem tak… Jest Wishbone Ash, który istnieje od 41 lat z różnymi muzykami. Martin był w zespole, opuścił nas. Nie wiem czy powinien nazywać swój projekt Martin Turner’s Wishbone Ash. Kiedy pierwszy raz przyszedł do mnie i powiedział, że będzie grał po dwudziestu latach bardzo się ucieszyłem. Miał wszystko nazwać Martin Turner’s Wishbone. Powiedziałem „super”. Potem w ostatniej sekundzie dodał do nazwy “Ash”, co uznałem za trochę niegrzeczne. Stworzył wiele zamieszania. Ludzie będą mówić, że są dwa zespoły Wishbone Ash. Cieszę się, że znowu gra, ale nie powinien wprowadzać słuchaczy w błąd. Wishbone Ash zawsze było twórczym zespołem, a zwykłe nagranie znowu klasycznego albumu pokazuje, jak powiedziałeś, brak kreatywności. To nie jest spuścizna, której fani oczekują. Oni oczekują tej pasji, kreatywności, która była na początku. Ten zespół wciąż to ma, przekonasz się na koncercie.


AR: Było coś wyjątkowo pamiętnego w graniu w Wishbone Ash?


AP: (śmiech) Kiedy natknęliśmy się na utwory na album Argus, kiedy zaczęliśmy je pisać. Mieliśmy wreszcie brzmienie, które mogliśmy zabrać na duże koncerty. Na stadiony, festiwale. Odkryliśmy wtedy siebie w pewien sposób. To był cudowny moment. Granie na tych pierwszych festiwalach było bardzo ekscytujące. Mnóstwo pasji ze strony publiczności. Wstawałeś i byłeś przez nich wspierany. Kolejną wspaniałą rzeczą było granie we wschodnich krajach, w Polsce, po upadku Żelaznej Kurtyny. Pamiętam jak byłem 2 tygodnie przed upadkiem muru i dwa tygodnie po. To był szczególny moment. Odczuć tę pasję i wolność. Zawsze tego szukam. Cudowny był nasz pierwszy raz w Ameryce. Rok temu pojechaliśmy do Japonii i też było cudownie.


AR: A czy Polska pozostała w jakiś sposób specjalna?


AP: Tak, bardzo romantyczna. Byliśmy rok temu, graliśmy koncert na otwartym powietrzu. Cały tłum śpiewał dla nas happy birthday, bo była to nasza czterdziesta rocznica. Jest mnóstwo uczucia podczas grania w Polsce.


AR: Słówko dla naszych czytelników na koniec?


AP: Nie mogę się doczekać, żeby zagrać wreszcie trochę więcej koncertów w Polsce. Teraz gramy ich chyba 6. To prawie jak trasa. Byłoby cudownie, gdybyśmy mogli tak jeździć po Polsce i grać jak po Niemczech. Nie możemy się doczekać spotkań z ludźmi, kosztowania polskiego jedzenia, odwiedzania miejsc i odczuwania czegoś więcej dla waszego kraju.


[rozmawiał Roman Walczak]
 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.