ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 30.09 - Częstochowa
- 07.10 - Poznań
- 08.10 - Wrocław
- 14.10 - Rzeszów
- 22.10 - Kraków
- 30.09 - Kraków
- 30.09 - Piekary Śląskie
- 01.10 - Poznań
- 01.10 - Warszawa
- 01.10 - Konin
- 09.10 - Kraków
- 10.10 - Warszawa
- 11.10 - Kraków
- 12.10 - Warszawa
- 13.10 - Gdańsk
- 12.10 - Wrocław
- 13.10 - Wrocław
- 13.10 - Toruń
- 14.10 - Gdańsk
- 14.10 - Warszawa
- 19.10 - Katowice
- 22.10 - Kraków
- 23.10 - Wrocław
- 27.10 - Warszawa
- 29.10 - Zabrze
- 29.10 - Warszawa
- 30.10 - Katowice
- 31.10 - Poznań
- 31.10 - Wrocław
- 01.11 - Warszawa
 

wywiady

25.11.2010

"Nie uważam siebie za artystę, który kiedykolwiek stał w jednym miejscu" - wywiad z Adrianem Belew

Praski koncert Adrian Belew Power Trio stanowił dobrą okazję żeby przeprowadzić rozmowę z liderem grupy. Od menedżera dostałem informację, bym przyszedł o 16:30. Wywiad był jednak konsekwentnie przekładany, ponieważ najpierw Adrian musiał zrobić próbę, później zadzwonić do żony, zjeść, odpocząć przed występem. Ostatecznie godzinę po zakończeniu koncertu zostałem zaproszony przez Adriana do garderoby.

Chociaż na najistotniejsze pytanie usłyszałem (zgodnie z przewidywaniami): „it’s up to Robert”, to i tak dowiedziałem się sporo nowych ciekawych, karmazynowych oraz okołokarmazynowych rzeczy.

Miłosz Pieńkowski: Najdłuższa europejska trasa twojego Power Trio zbliża się ku końcowi. Jak było? Co wieczór tak świetnie, jak dzisiaj w Pradze?

Adrian Belew: Ta trasa należy do jednej z najbardziej udanych. Była jedną z tych, które mi się najbardziej podobały. Bez wątpienia. Dwa - trzy koncerty były naprawdę wyjątkowe i myślę, że reszta zespołu zgodzi się, że ten dzisiejszy można uznać za jeden z nich. Cudowna widownia, świetny klub.

MP: Podczas tej trasy u twojego boku gra basistka Julie Slick, która ma nieco ponad 20 lat oraz Marco Minnemanna, który dobiega 40. Wychodzi, że w trzyosobowym zespole grają osoby reprezentujące trzy różne pokolenia. Czy dostrzegasz jakąś różnicę między grą w zespole, w którym różnice wieku są tak znaczące, a grą w zespole, w którym wszyscy muzycy mają mniej więcej tyle samo lat?

AB: O tak! Jest bardzo duża różnica. Zwłaszcza w przypadku Julie i Erica (brat Julie, który grał w Adrian Belew Power Trio podczas poprzednich tras - przyp. M.P.), ponieważ są tacy młodzi i, jako rodzeństwo, byli bardzo przyzwyczajeni do grania razem, np. mieli własne sposoby porozumiewania się ze sobą. Jednak najistotniejszą rzeczą jest ich żywiołowość. Młodość daje im też tę zaletę, że nie są jeszcze zblazowani, zmęczeni tym wszystkim. A teraz na trasie mamy Marca, który należy do innego pokolenia. Poza tym pochodzi z innego państwa, wiesz? Jest Niemcem. Taki wielokulturowy zespół bardzo mi się podoba. Więc ten zespół łączy w sobie różne żywioły, ponieważ, jak wiesz, Julie reprezentuje określone pokolenie, Marco inne, a ja to trzecie. To jest bardzo dobre połączenie. Wszystko funkcjonowało co prawda inaczej przy innym składzie Power Trio. Więc wiesz, niektórym może się bardziej podobać muzykowanie w zespole z rówieśnikami; mi zaś odpowiada granie zarówno z rówieśnikami jak i osobami młodszymi.

MP: W lutym odbędzie się koncert, podczas którego zostanie zarejestrowana orkiestrowa wersja twojego ostatniego albumu e. Czy to jest w jakimś sensie kontynuacja pomysłu, który realizowałeś swego czasu na Guitar As An Orchestra?

AB: W sumie zawsze chciałem zrobić coś w formie orkiestrowej. Zarówno przed, jak i po Guitar As An Orchestra robiłem coś w tym kierunku, na przykład na Desire Caught By The Tail. Z tym że tam gitara miała imitować dźwięk wszystkich instrumentów orkiestrowych, a teraz to orkiestra będzie imitować gitarę. Zasadniczo problem z orkiestrą jest taki, że nie możesz sobie ot tak na nią pozwolić – to jest bardzo drogie. Ale w tym wypadku szczęście mi dopisało. Metropole Orchestra jest finansowana przez największą stację nadawczą w Holandii oraz przez tamtejszy rząd i potrzebują kogoś, kto da im materiał do wykonania. Jestem zaskoczony, że to dojdzie do skutku.

MP: Patrzę właśnie na twoją najnowszą płytę – e.  Nie ma tytułów utworów. Pierwszy raz coś takiego widzę.

AB: Chciałem, żeby ten album był postrzegany jako całość, chociaż szczerze powiedziawszy, indeksowanie utworów zostało spartaczone. Miało być pięć utworów: a, b, c, d, e. Ale jakimś sposobem zrobiło się ich jedenaście (ostatecznie zostały ponazywane a, a2, a3, b… przyp. – M.P.). Osoby, które były odpowiedzialne za mastering płyty, podzieliły utwory na części. Zrobiono to źle. W dodatku nie poinformowano mnie o tym. Tak więc jest pięć utworów: a, b, c, d, e. Ale nie nadawałem im szczególnych tytułów, ponieważ traktuję je (i chciałbym, żeby słuchacze też tak je odbierali) jako całość.

MP: Mam wrażenie, że kawałek b  jest echem utworu Madness z płyty Side One.

AB: Tak, tak. Odbieram to w ten sam sposób. Ale wiesz… urzekło mnie to, jak ten utwór się rozwinął, jak brzmiał. Pozornie chaotyczny, ale w istocie bardzo uporządkowany, wszystko jest w nim na swoim miejscu. Na początku myślisz sobie „co za chaos”, ale potem nagle stwierdzasz „hm, w sumie wiedzą, co grają”. Po prostu bardzo mi się podoba Madness więc postanowiłem to nagrać w nieco innej formie.

MP: Czy mogę spytać o King Crimson?

AD: Mhm…

MP: Czytałem w książce Sida Smitha o King Crimson, że pod koniec lat 90. bardzo się przejmowałeś opinią grupy fanów, która nie akceptowała ciebie jako frontmana zespołu. Czy wciąż dostrzegasz tę grupę? Jeżeli tak, przejmujesz się tymi głosami?

AB: Nie. Zupełnie już o tym zapomniałem. Wydaje mi się, że myślały tak ze dwie, może trzy osoby, które utyskiwały na różne rzeczy. Ale na szczęście miałem okazję spotkać tysiące ludzi, którzy dali wyraz temu, jak bardzo kochają to, co tworzę w King Crimson i muzykę, którą gramy na żywo. I jestem szczerze przekonany, iż (chwila zastanowienia) prawdopodobnie 99% ludzi, którzy znają zespół, są zadowoleni z mojej obecności w nim (śmiech). Myślę, że zostałem zaakceptowany. Bo wiesz, jeśli chodzi o Internet, możesz przeczytać jedną rzecz i później wydaje ci się, że wszyscy tak myślą. A czasem nawet ludzie, którzy to napisali, wcale tak nie myślą.

MP: Na ile prawdopodobna jest następna trasa lub płyta King Crimson?

AB: Cóż, to zależy od Roberta. To jego zespół, jego decyzja. Ja jestem gotowy dołączyć do niego, jak tylko będzie tego chciał. Powiedziałem Robertowi, że jeżeli będzie chciał jeszcze zrobić coś, to zawsze może na mnie liczyć. Stwierdził jednak, że nie będzie w stanie nawet myśleć o King Crimson przez najbliższe półtora roku, dwa lata. Więc jeśli coś się wydarzy, to po upływie tego okresu. Chociaż wiesz, Robert często zmienia zdanie. Może da znać wcześniej, że jednak jest gotów znowu to zrobić. Mam nadzieję, że tak będzie.

MP: Twój menedżer mówił, że na przyszły rok planujesz trasę ze Stick Menem…

AB: Na pewno to zrobimy. Bardzo nam zależy, żeby to było w przyszłym roku, ponieważ to będzie 30. rocznica King Crimson ‘81, czyli roku, w którym dołączyłem do zespołu. Może w ogóle zrobimy tak, że Stick Men i Power Trio razem wykonają set składający się z piosenek King Crimson. Byłoby tam trzech aktualnych członków King Crimson, którzy zagraliby razem na żywo: ja, Pat i Tony. Uważam, że to byłby świetny sposób, by uczcić tę muzykę. Jednak ta trasa nie jest póki co tak do końca pewna. Jeszcze nie sprawdzaliśmy, czy to będzie wykonalne z finansowego punktu widzenia, czy każdy z nas ma wystarczająco dużo środków, żeby wziąć w tym udział. Musimy to sprawdzić. Musimy też znaleźć agenta, który to zorganizuje. Jednak generalnie perspektywa samego przedsięwzięcia niezwykle mnie ekscytuje. Zwłaszcza, że już mieliśmy okazję zagrać z Tonym i Patem jeden taki koncert w Moskwie. Wyszło świetnie. Tony i Pat szczerze polubili Julie i Erica (myślę, że polubią także Marca). Naprawdę cieszę się, że chłopaki z King Crimson zaakceptowali moje Power Trio. Nawet Robert ciepło wypowiedział się o ewentualnej wspólnej trasie.

MP: Podczas lipcowego koncertu Stick Mena i TU w Warszawie publiczność niezwykle ciepło zareagowała, kiedy podczas końcówki występu zespołu Stick Men na scenie pojawił się Trey Gunn, aby wykonać wspólnie z członkami zespołu Indiscipline i Thela Hun Ginjeet.

AB: Naprawdę? Nie wiedziałem. Trey nie chce już wykonywać muzyki King Crimson. Namawialiśmy go na wspólny występ w Moskwie, ale odmówił, powiedział, że nie chce mieć już nic wspólnego z King Crimson.

MP: Widocznie zmienił zdanie, ponieważ z TU zagrał wtedy także 21st Century Schizoid Man oraz Starless…

AB: Naprawdę?! Hm… to może rzeczywiście zmienił zdanie. Może jednak zagramy razem (śmiech).

MP: Wspomniałeś o 30. rocznicy. A propos, czy wiesz może, na kiedy Robert planuje wydanie albumów King Crimson z lat 80. i 90. w ramach 40th Anniversary Edition?

AB: Nie wiem, kiedy mają się ukazać te płyty. Nie mam z tym nic wspólnego. Wiem tylko, że Steven Wilson pracuje nad tym i że pracuje nad tym intensywnie. Nie wiem jednak, jaki jest plan wydawniczy dla tych płyt. Powiedziano mi natomiast, że reedycje obejmą całą dyskografię, więc mam nadzieję, że wydadzą w końcu także te albumy, na których ja grałem, ponieważ bardzo chciałbym to usłyszeć. Bardzo szanuję Stevena Wilsona. Grałem nawet gościnnie na płycie Deadwing Porcupine Tree.

MP: Jeśli chodzi o twoje nagrania, kiedy słyszę twoje partie w Deadwing, w Nine Inch Nails czy na twoich solowych płytach, od razu rozpoznaję ciebie, twój styl. Czy nie masz czasami ochoty, by nagrać coś stylistycznie zupełnie różniącego się od dotychczasowych dokonań?

AB: Wiesz, w istocie próbowałem masę różnych rzeczy. Zwracam uwagę na to co robię, staram się cały czas doskonalić. Za każdym razem, kiedy coś gram, gram to nieco inaczej. Nie uważam siebie za artystę, który kiedykolwiek stał w jednym miejscu. Grałem przeróżną muzykę i wszystkie te style łączę teraz w Power Trio. Później będzie orkiestrowa wersja e.A nie wiem, co się stanie do tego czasu, myślę, że zdarzy się wiele różnych rzeczy. Może i moja gitara jest rozpoznawalna, ale nie możesz powiedzieć, że gram w kółko to samo (śmiech).

MP: Wiem, że Ian Wallace był twoim przyjacielem, odwiedzaliście się. Jestem ciekaw, czy Ian proponował tobie udział w jego Crimson Jazz Trio?

AB: Nie. Nie zaprosił mnie do tego projektu. Z wielkim zaangażowaniem podszedł do grania napisanej przeze mnie muzyki i był z tego bardzo dumny. Wnosił dużo od siebie do tej muzyki i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu. Jednak chciał grać King Crimson w sposób stricte jazzowy i raczej wolał to robić bez udziału innych muzyków King Crimson (w rzeczywistości w projekcie brał udział także Mel Collins – przyp. M.P.). Może chciał mnie jeszcze zaprosić, ale niestety zmarł za wcześnie. Wspaniały facet. Przegadaliśmy niejedną noc. Był jednym z najzabawniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek znałem. And I really loved him alive.

MP: Zastanawiałem się także, ponieważ współpracowałeś z tyloma sławnymi, uznanymi muzykami (jak choćby Frank Zappa, Steven Wilson, David Bowie, muzycy King Crimson), czy mógł zdradzić, jaki byłby twój zespół marzeń?

AB: Hm, nie wiem (chwila zastanowienia). Zawsze doceniam to, co mam. Byłoby ciężko sformować taki zespół, ponieważ… no nawet nie wiem. Musiałbym pomyśleć o tym. Naprawdę lubię to, co robię i daje mi to szczęście (chwila zastanowienia). Nie wiem, kto by był w takim zespole (chwila zastanowienia). Wiesz, miałem i tak szczęście, ponieważ podczas swojej kariery grywałem z takimi muzykami, o współpracy z którymi na początku kariery nawet bym nie śnił. Najlepszymi. I dalej nie potrafię sobie wyobrazić, co się jeszcze wydarzy. Ale wciąż jestem ciekaw, cokolwiek by to miało być.

MP: Zdarza Ci się słuchać własnych płyt?

AB: Wiesz, po nagraniu płyty, pojechaniu z nią w trasę, włożeniu w to ogólnie tyle czasu i już po zakończeniu tego wszystkiego jestem zawsze zadowolony. Nigdy nie żałuję, nie robię czegoś w stylu „hm, to mogłem inaczej zagrać”. Zawsze wtedy, po skończonej pracy, czuję potrzebę, by odłożyć ten materiał na bok na jakiś czas i powrócić później. Po pół roku, po roku, biorę płytę, słucham jej ponownie i rzeczywiście jestem zadowolony z efektu. Czy słucham swojej muzyki na okrągło? Jakoś nieszczególnie. Czasem jednak muszę wrócić do niej, by przed trasą wybrać utwory, które będę grać, które na przykład można zaaranżować na trio. Ale generalnie nie słucham ich często. Mimo to wszystkie je kocham, są dla mnie jak dzieci.

MP: A czy Twoje dzieci słuchają twoich nagrań?

AB: Hm, znają kilka moich piosenek. Myślę, że moje dwie córki nie słuchają tego za dużo; i całe szczęście, ponieważ, hm, są młode, mają swoją własną muzykę. Przy czym czasami zdarza im się coś usłyszeć i wtedy pytają „wow, tato, ty to nagrałeś?”. Są pod wrażeniem. Wiesz, moja żona stara się teraz zapoznać nasze dzieci z twórczością The Beatles. Powtarza, że to jest podstawa, jeśli ktoś chce poznać historię rock’n’rolla.

W tym momencie rozmowa została przerwana, ponieważ właściciel klubu nalegał na opuszczenie lokalu (było po północy). Tak więc nie zdążyłem zadać Adrianowi kilku pytań. Przy czym, przed pożegnaniem się, podczas wymiany rytualnych kurtuazji zdążył jeszcze zapewnić, że bardzo żałuje, że nie ma Polski na tej trasie i że na pewno to zostanie nadrobione w przyszłym roku.

Praga, noc 18/19 XI 2010

PS. Spytałem przy okazji menedżera, dlaczego Adrian Belew nie przyjechał na lipcowy koncert w ramach Warsaw Summer Jazz Days. Odpowiedział, że nie przypomina sobie żadnych poważnych przymiarek do koncertów w Europie, które miałyby się odbyć w tamtym czasie. Przypomnę jedynie, że na początku Adamiak Jazz hucznie zapowiadał obecność Adriana Belew, a później w ogóle nie poinformował, że ten koncert nie dojdzie do skutku.
 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2022 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.