ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
 

wywiady

09.02.2017

Wolność pozbawiona ograniczeń - rozmowa z Kimem Stenbergiem, liderem Magic Pie

Wolność pozbawiona ograniczeń - rozmowa z Kimem Stenbergiem, liderem Magic Pie

Kim Stenberg to gitarzysta i wokalista, a zarazem lider i główny twórca norweskiej kapeli prog rockowej Magic Pie. To równocześnie pewny siebie muzyk, który konsekwentnie dąży do rozwoju swojej kapeli nawet wbrew różnym ponurym wydarzeniom z życia, takim jak pożar studia zespołu przed kilkoma laty albo załamanie się psychiczne jednego z członków Magic Pie. W 2015 roku na dziesięciolecie dużego debiutu norweski zespół zarejestrował album zatytułowany „King For a Day”, będący bez wątpienia najmocniejszym punktem w jego dyskografii. Wspominając to dzieło zamieniłem kilka słów z Kimem Stenbergiem.

Konrad Sebastian Morawski: Cześć Kim, jak się masz?

Kim Stenberg: Cześć Konrad, w porządku, mam nadzieję, że Ty również. Aktualnie jestem trochę zajęty prowadzeniem prób z zespołem przed nadchodzącymi koncertami, ale to przecież część tej gry. 

Ostatni album Magic Pie pt. „King For a Day” zrobił na mnie świetne wrażenie. To najlepszy materiał Magic Pie. Czy mógłbyś mi coś powiedzieć o procesie jego tworzenia?

Ten proces był bardzo podobny, jak w przypadku naszych poprzednich nagrań. Ja napisałem całą muzykę i przygotowałem wszystkie aranżacje, a także stworzyłem demo dla reszty chłopaków z zespołu. Jakiś czas temu doszliśmy w zespole do wniosku, że to najlepszy sposób na tworzenie naszej muzyki. Nie jesteśmy typową kapelą jamową. Ja sam lubię zająć się wszystkim i mieć pewność, że napisane przeze mnie kompozycje są niezłe i niewymuszone.

A jaki udział wzięli w tworzeniu materiału pozostali członkowie Magic Pie?

Na poziomie partii wokalnych i melodii zawartych na krążku trochę współpracowałem z Eirikurem (Hauksson, wokalista i gitarzysta Magic Pie – dop. K. S. Morawski). Myślę, że zdecydowanie więcej, niż na naszym poprzednim albumie „The Suffering Joy”, na który wcześniej stworzyłem sam sporo melodii i napisałem teksty na materiał demo, a tym razem zostawiłem na niektórych ścieżkach puste miejsca. Chodziło o to, aby Eirikur mógł wnieść swoje samodzielne sugestie. Myślę, że ta współpraca wyszła świetnie. Bez trudu potrafiliśmy się porozumieć w tym, co nam się podoba, a co nie.

A jaka była rola w Erlinga Henangera w procesie tworzenia tego albumu? Jego partie klawiszowe na „King For a Day” są bardzo klimatyczne.

Podczas pisania dema płyty zwykle staram się, aby było kompletne – wyposażone w bas, perkusję, gitary, klawisze i wokale, ale demo i tak pełni funkcję wytycznych, można nawet powiedzieć, że są to sugestie. Pozostali muzycy mają pełną swobodę do proponowania zmian w moich pomysłach, ale jako producent to ja mam ostatnie słowo, co zwykle nie stwarza żadnych problemów. Tak było też w przypadku ostatniego albumu Magic Pie. Erling, jako nowy członek zespołu, prawdopodobnie nie chciał zbyt mocno wpływać na proces tworzenia, więc na krążku zostały w większości wykorzystane moje pomysły na poziomie instrumentów klawiszowych. Oczywiście w studio moje partie zostały zagrane przez Erlinga. Jestem przekonany, że jego wpływ twórczy na kolejnym albumie Magic Pie będzie znacznie większy, ponieważ to wspaniały muzyk i świetny klawiszowiec.

Muszę zatem zapytać dlaczego poprzedni klawiszowiec Gilbert Marshall opuścił Magic Pie? Czy miało to związek z pożarem, który doszczętnie zniszczył jego prywatne studio przed czterema laty?

Tak i nie. Nie ma wątpliwości, że Gilbert załamał się psychiczne, gdy jego studio spłonęło. On przecież włożył bardzo dużo czasu i pracy w zbudowanie tego studia, a także w rozkręcenie jego działalności. Przynajmniej dla Magic Pie to było ważne miejsce do tworzenia muzyki. Myślę, że ten pożar doprowadził do długotrwałego załamania kondycji psychicznej Gilberta. Jednak inny powód jego decyzji o opuszczeniu Magic Pie mógł być związany z tym, że on już nie znajdował więcej przestrzeni do pisania muzyki. Wiesz, ja na ogół jestem bardzo produktywny w procesie pisania ostatniego materiału i nie wykazuję się cierpliwością, gdy muszę czekać na pozostałych członków kapeli, aby napisali coś własnego. Nie odbierz mnie źle, ale oczekiwanie na pomysły innych muzyków na nowy album nie może trwać w nieskończoność. Pomiędzy ostatnim a nowym albumem Magic Pie minęły cztery lata. To dużo czasu do napisania utworów lub zaproponowania jakichś pomysłów. Jakkolwiek by nie było nasze rozstanie z Gilbertem nie jest jakimś dramatem, wciąż jesteśmy przyjaciółmi.

Jaki był klucz do stworzenia tego albumu? Co było Twoją główną inspiracją tym razem? Na „King For a Day” daje się odczuć choćby wpływy muzyki z lat 60 i 70 ubiegłego wieku…

Moje inspiracje są różne. Zwykle jestem zainspirowany albumami, których słuchałem w niedawnym czasie przed rozpoczęciem pisania mojego materiału, ale moje inspiracje to bardziej mix muzyki, której słuchałem, gdy dorastałem. Progresją zacząłem się interesować raczej późno, w okolicach premiery albumu „Space Revolver” z repertuaru The Flower Kings. Wtedy zostałem też fanem Dream Theater, a przy okazji słuchałem wiele typowych zespołów metalowych. W każdym razie to muzyka The Flower Kings otworzyła moje oczy na nowy gatunek, jakim był rock progresywny. Muszę jednak przyznać, że lubię niemalże wszystkie gatunki muzyki, więc wskazanie moich dawnych i aktualnych inspiracji jest dość trudne.

A jeśli musiałbyś to zrobić?

Myślę, że w mojej topowej trójce inspiracji wskazałbym Johna Lennona, Neala Morse’a i Dream Theater, do których dołączyłbym mix lubianych przeze mnie kapel, takich jak Kiss, całą scenę metalową z lat 80 ubiegłego wieku, a także City Boy, Kansas, Uriah Heep i tego typu zespoły, a poza tym ACT, HFMC, Stevena Wilsona, Spock’s Bear, Transatlantic, Avenged Sevendold oraz gitarzystów Paula Gilberta, Guthrie Govana, Joe Bonamassę, Steve’a Vaia i Ala Di Meolę. Mógłbym wymieniać więcej! Wracając do Twojego pytania to trochę zabawne, że niektórzy słyszą w muzyce Magic Pie inspiracje muzyką lat 70 XX wieku, ponieważ ja sam nie jestem fanem tego okresu. Raczej preferuje współczesne kapele, choć oczywiście znam Genesis… w sumie jednak wiele moich ulubionych kapel inspirowało się latami 70 XX wieku więc myślę, że krąg się zamyka.

Wróćmy do esencji. Jakie jest główne przesłanie "King For a Day"? Czy chodzi o to, że każdy może być królem dnia w swoim prywatnym życiu? Coś w stylu wzlotów i upadków na karuzeli życia…

Tak, dobrze podsumowałeś sens przesłania zawartego w tym materiale. Musisz wiedzieć, że to nie jest album koncepcyjny, ale jego ogólny motyw prowadzi do wewnętrznych bojów, które mogą się ujawniać w różnych aspektach życia. To opowieść o naszych wzlotach i upadkach oraz tym w jaki sposób radzimy sobie z ponurymi wydarzeniami w życiu, wtedy, gdy bije nas po twarzy… obudziłem się rano, aby zderzyć się z rzeczywistością wiezioną przez nadjeżdżający pociąg… (w ostatnim zdaniu Kim zacytował fragment ostatniej płyty Magic Pie – dop. K. S. Morawski).

Na ostatnim albumie kapela zarejestrowała najdłuższą kompozycję w historii. Chodzi o utwór tytułowy, którego czas trwania mógłby z powodzeniem wypełnić niejeden album black metalowy. Czy łatwo jest napisać kompozycję, która trwa prawie trzydzieści minut?

Mam dużo zdecydowania i pewności siebie w pisaniu wielowątkowych utworów. Lubię sytuację, w której mogę dowolnie dysponować czasem i eksplorować różne możliwości rozwoju kompozycji. Tworząc wspominaną kompozycję tytułową, brnąc w kolejne tematy, tworząc wielkie zakończenie i wszelkie progresywne części miałem dużo radochy! To jest wolność, pozbawiona ograniczeń, którą uwielbiam.

Czy planujecie grać ten utwór w całości na koncertach?

Graliśmy go w całości na każdym koncercie już przed premierą i z całą pewnością była to najważniejsza atrakcja wieczoru. Przynajmniej dla mnie i, jak sądzę, dla publiczności, której zachowanie dało ku temu wszelkie dowody.

Wybacz, ale muszę też zapytać dlaczego okładka "King For a Day" przedstawia się tak… tanio?

Osobiście uwielbiam ją. Tym razem zespół chciał prostego podejścia do okładki, tak aby zamiast grafiki przemawiała muzyka. Okładki często wprowadzają w pewien specyficzny nastrój jeszcze zanim usłyszałeś muzykę. Nie chciałem takiego efektu, ale klasyczną okładkę, na której znajdzie się nowe logo Magic Pie, tytuł i odwrócona do góry nogami korona. Myślę, że autor tej grafiki Chris van der Linden wykonał świetną pracę. Kiedy patrzysz na wszystkie okładki Magic Pie zauważysz, że każda jest inna. Następna też zostanie zaprojektowana przy zachowaniu tego założenia. Zwróć uwagę, że niemal wszystkie współczesne okładki albumów prog rockowych są takie przewidywalne i typowe. Nie mam nic do tego, uwielbiam te okładki, ale sam chciałbym uzyskać inny efekt, aby wyróżnić się z tłumu. Nową okładkę Magic Pie łatwo dostrzec w internecie albo na wystawach sklepowych. To może chwycić (śmiech).

Prawdopodobnie nie pamiętasz, ale rozmawialiśmy przed kilkoma laty. Podczas tej rozmowy stwierdziłeś, że „The Suffering Joy” to dotychczas najlepszy album Magic Pie. Jaką opinię wygłosisz dzisiaj? Jak mógłbyś porównać album „King For a Day” z poprzednimi nagraniami kapeli?

Szczerze mówiąc od lat nie słuchałem poprzednich nagrań Magic Pie. Kiedy nasz album ma swoją premierę to na ogół przez kilka tygodni nigdy mnie nie opuszcza – wysłuchuję go najczęściej w towarzystwie czerwonego wina, ale wreszcie trafia na półkę. Musisz wiedzieć, że z tego całego procesu nagrywania i dystrybucji najbardziej nie lubię dnia premiery. Jednak wracając do Twojego pytania to przyznaję, że niektóre utwory z poprzedniego albumu Magic Pie są bliskie nowemu materiałowi, ale „King For a Day” jest najlepszy na każdy możliwy sposób.

Być może w taki sposób mówiłeś dekadę temu przy okazji dużego debiutu kapeli…

Dziś nie rozumiem fascynacji niektórych fanów naszym debiutem, czyli albumem „Motions Of Desire”. Po prostu nie rozumiem. Ten materiał zawiera trochę naiwnego uroku, niektóre kawałki z tracklisty są nawet niezłe, ale myślę, że ja i kapela osiągnęliśmy dojrzałość nieco później. Jej ukoronowaniem jest album „King For a Day”.

W 2015 roku upłynęła dziesiąta rocznica od dużego debiutu Magic Pie. Jak wspominasz te wszystkie lata spędzone na scenie i w studio? Czy było warto?

Oczywiście! Podróżowaliśmy i graliśmy koncerty w wielu fajnych miejscach. Nie zakładaliśmy, że album „Motions Of Desire” spotka się z dużą popularnością. Chodzi mi oczywiście o popularność mierzoną w małym gatunku muzycznym, jakim jest rock progresywny, ponieważ w dużym świecie muzyki wciąż jesteśmy właściwie nieznani. To w każdym razie motywuje zespół do działania. Chciałbym, aby Magic Pie grało więcej koncertów, ale w sumie każdy członek kapeli posiada regularną pracę i rodzinę, co czasem utrudnia karierę muzyczną. Poza tym na rynku działa tyle znakomitych zespołów! Organizatorzy koncertów muszą przechodzić piekło zanim dobiorą zespoły i ustawią set koncertowy. Niemniej te dziesięć lat, ta dekada, to tak jakbyśmy dopiero zadrapali powierzchnię kryjącą to, co nas czeka.

Moim zdaniem album „King For a Day” to idealne podsumowanie owych dziesięciu lat od debiutu Magic Pie. Ten materiał odzwierciedla, jak wiele potencjału kryje się w kapeli. A co będzie z przyszłością? W jakim kierunku podąży Magic Pie? Myślę, że trudno będzie przebić zawartość albumu „King For a Day”…

Zgadzam się. Myślę, że zarejestrowaliśmy cztery dobre albumy i jestem dumny z każdego, ale nasz najnowszy album jest najbardziej reprezentatywny w odniesieniu do tego, gdzie się znajdujemy jako muzycy. Nie obawiam się przy tym nowego albumu. Tworzymy muzykę, ponieważ kochamy to robić. W tym przypadku pieniądze nie istnieją i nie mają żadnego znaczenia, co sprawia, że jako zespół jesteśmy otwarci na wszelkie ryzyko. Prawdę mówiąc mam już pewne pomysły na nowy album i myślę, że będzie to nieco inne dzieło, niż „King For a Day”. Mam nadzieję, że ten krążek będzie miał premierę szybciej, niż wszyscy się tego spodziewają (śmiech).

To na koniec zapytam cię jaki kolor ma dziś Twoje niebo i jaką przyszłość Ci przyniesie?

Jest mroczne, leje jak cholera! Na szczęście nowy album Magic Pie pozwala myśleć o lepszej przyszłości kapeli. Przede wszystkim chcielibyśmy grać więcej koncertów i dotrzeć do szerszej publiczności!

Tego Ci życzę. Dziękuję za Twój czas!

Nie ma sprawy! Życzę rockowego dnia!

Rozmawiał: Konrad Sebastian Morawski

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.