ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Pink Floyd ─ The Endless River w serwisie ArtRock.pl

Pink Floyd — The Endless River

 
wydawnictwo: Parlophone 2014
 
All tracks produced by David Gilmour, Phil Manzanera, Youth and Andy Jackson
1. "Things Left Unsaid..." David Gilmour, Richard Wright 4:24
2. "It's What We Do" Gilmour, Wright 6:21
3. "Ebb and Flow" Gilmour, Wright 1:50
4. "Sum" Gilmour, Nick Mason, Wright 4:49
5. "Skins" Gilmour, Mason, Wright 2:37
6. "Unsung" Wright 1:06
7. "Anisina" Gilmour 3:15
8. "The Lost Art of Conversation" Wright 1:43
9. "On Noodle Street" Gilmour, Wright 1:42
10. "Night Light" Gilmour, Wright 1:42
11. "Allons-Y (1)" Gilmour 1:56
12. "Autumn '68" Wright 1:35
13. "Allons-Y (2)" Gilmour 1:35
14. "Talkin' Hawkin'" Gilmour, Wright 3:25
15. "Calling" Gilmour, Anthony Moore 3:38
16. "Eyes to Pearls" Gilmour 1:51
17. "Surfacing" Gilmour 2:46
18. "Louder than Words" Gilmour, Polly Samson 6:32
 
Całkowity czas: 52:47
skład:
Pink Floyd
David Gilmour – guitars, vocals, keyboards, piano, EMS VCS 3, bass guitar (2,7), voice samples; Nick Mason – drums, percussions, voice samples; Richard Wright – Hammond organ, Farfisa organ, pipe organ, piano, Rhodes piano, keyboards, synthesiser, vibraphone, voice samples
Additional musicians
Guy Pratt – bass guitar (9,14); Bob Ezrin – bass guitar (11,13,18), add. keyboards (1); Andy Jackson - bass guitar (5,16), effects (15); Jon Carin – synthesizers (9,11,13), percussion loop (11,13); Damon Iddins – add. keyboards (4,12); Anthony Moore – keyboards ("Calling"); Gilad Atzmon – tenor saxophone (7), clarinet (7); Escala: Chantal Leverton – viola (18); Victoria Lyon – violin (18); Helen Nash – cello (18); Honor Watson – violin (18); Durga McBroom – backing vocals (14,17); Louise Marshal – backing vocals (18); Sarah Brown – backing vocals (18); Stephen Hawking – voice sample (14)
Production
David Gilmour – producer; Phil Manzanera – co-producer; Youth – co-producer; Andy Jackson – engineer, co-producer; Damon Iddins – engineer
Artwork
Aubrey Powell – creative director; Stylorouge – sleeve design; Ahmed Emad Eldin – album cover concept
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 21
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 9
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 19
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 20
Album jakich wiele, poprawny.
› 6
Niezła płyta, można posłuchać.
› 17
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 24
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 62
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 25
Arcydzieło.
› 72

Łącznie 275, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 1 Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
11.11.2014
(Recenzent)

Pink Floyd — The Endless River

Nuda, pierdy i kabaret pod wydrwigroszem – czyli nowa płyta Pink Floyd.

Jakim cudem, coś co nie nadawało się do publikacji dwadzieścia lat temu, teraz ma się stać nową, pełnoprawną płytą tak szacownego zespołu? Marne pomysły nie są jak wino, wraz z wiekiem nie nabierają na wartości, są tak samo kiepskie jak były.

 

Już pierwsze pogłoski na temat nowej płyty Pink Floyd mogły niepokoić, a bliższe informacje, jak to w ogóle m wyglądać, zapowiadały niezłą hucpę. Co sprawdziło się w stu procentach. Sama geneza „The Endless River” jest nieco nieciekawa. Otóż po „The Division Bell” zostało jakieś dwadzieścia godzin różnych odpadów muzycznych, a Gilmour z Masonem namówili Andy Jacksona, żeby się zorientował, czy da radę coś z tego wydłubać i opchnąć frajerom jako nowy krążek Pink Floyd. Ja jestem szczerze współczulski dla Jacksona, że musiał przebijać się przez kilkadziesiąt godzin takiego hm… materiału muzycznego, bo jeżeli na „The Endless River” trafił taki szrot, to już nawet nie chcę myśleć, jak prezentowało się to, co się nawet na tego gniota nie nadawało…  Ale pewnie dobrze mu zapłacili. A fanom to nikt nie zapłaci za stracony czas i zszargane nerwy. Chociaż czy na pewno zszargane nerwy? Żeby nie zasnąć, płyty słuchałem na stojąco. W innym wypadku w kwadrans wysyła do Morfeusza.  Oczywiście nikt tego, w takiej formie, jak poszło to do kosza dwadzieścia lat temu (a nawet i wcześniej) na plastik nie pchnął, podszlifowano to trochę, podrasowano ile można było, skręcono w jedną całość i wydano jako nową (!!!) płytę Floydów.

 

Sami muzycy coś tam gaworzą o tym, że miała rzecz instrumentalna, ambientowa. No jasne ambientowa, srambientowa. Jeżeli już się wydało taką kupę, to trzeba jej jakoś bronić. Jeden z moich kolegów głośno się zastanawiał, ile kasy położono na stole, że cuś takiego ujrzało światło dzienne. Sądząc po efektach końcowych – dużo. Ale szczerze mówiąc, taki zespół jak Floydzi, z taką pozycją, dorobkiem, autorytetem, nie może sobie pozwolić na płytę, która jest grzebaniem we własnych szczątkach. Jak można nazwać takie działanie? Autonekrofilią? Inny mój kolega, Jacek śmieje się ze mnie, że moja mentalność tkwi jeszcze w czasach hippisowskich, kiedy nie wszystko przeliczało się na kasę. Niby tak, ale jeśli się jest Pink Floyd, to chyba szlachectwo zobowiązuje?

 

A wracając do samej muzyki – nie jest  wcale taka zła, jakby mogło wynikać z tego, co wcześniej napisałem. Jest średnia, w porywach nudna, nawiązując do tytułu – wyjątkowo mulista. Snuje się przez prawie godzinę, ale ma się wrażenie, że trwa ze trzy dni. Jedynym jaśniejszym punktem jest piosenka „Louder Than Words”. Jest to z pewnością najsłabsza płyta Floydów, znacznie odbiegająca poziomem  nawet od najsłabszych soundtracków z przełomu lat siedemdziesiątych i sześćdziesiątych. Był  jeden, jedyny sposób, żeby wydać ten materiał i żeby nie wzbudzał on większych kontrowersji – zrobić jubileuszową edycję „The Division Bell”, z bonusowym dyskiem zawierającym „The Endless River”. I tak byłoby dużo lepiej.

 

Jedna gwiazdka – za pazerność, bezczelne wyciąganie  kasy z fanów, oraz narażanie dobrego imienia grupy na szwank.

 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.