ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Gabriel, Peter ─ Passion (Music for The Last Temptation Of Christ. A film by Martin Scorsese) w serwisie ArtRock.pl

Gabriel, Peter — Passion (Music for The Last Temptation Of Christ. A film by Martin Scorsese)

 
wydawnictwo: Real World Records 1989
 
1. The Feeling Begins [4:00] 2. Gethsemane [1:26] 3. Of These, Hope [3:55] 4. Lazarus Raised [1:26] 5. Of These, Hope - Reprise [2:44] 6. In Doubt [1:33] 7. A Different Drum [4:40] 8. Zaar [4:53] 9. Troubled [2:55] 10. Open [3:27] 11. Before Night Falls [2:18] 12. With This Love [3:40] 13. Sandstorm [3:02] 14. Stigmata [2:28] 15. Passion [7:38] 16. With This Love - Choir [3:20] 17. Wall Of Breath [2:29] 18. The Promise of Shadows [2:13] 19. Disturbed [3:35] 20. It Is Accomplished [2:55] 21. Bread and Wine [2:21]
 
skład:
Peter Gabriel - synthesizers, shakers, skins, surdu, flute, voices, bass, whistle, percussion, prophet5, audioframe, fairlight samples Manny Elias - octabans, surdu, skins Hossam Razmy - finger cymbals, tablas, dufs, tambourines, triangle David Bottrill - drone mix, tambourine David Rhodes - guitar, E-bow guitar Manu Katche - percussion L Shankar - double violin Vatche Housepian - Armernian doudouk Massambla Dlop - talking drum Mustafa Abdel Aziz - arghul drone, kementche` Baaba Maal - vocals Fatala - additional percussion, African percussion, percussion loop Doudou N`Daiye Rose - percussion loop David Sancious - backing vocals, Hammond organ Nathan East - bass Billy Cobham - drums, percussion Kudsi Erguner - Turkish ney flute Robin Canter - oboe, coranglis Djalma Correa - Brazilian percussion John Hassell - trumpet Nusrat Fateh Ali Khan - qawwali voice Youssou N`Dour - voice Julian Wilkins - choirboy Musicians Du Nil - arghul Richard Evans - tin whistle
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 2
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 7
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 7
Arcydzieło.
› 97

Łącznie 115, ocena: Arcydzieło.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
03.12.2006
(Recenzent)

Gabriel, Peter — Passion (Music for The Last Temptation Of Christ. A film by Martin Scorsese)

Nazbyt często widziałem, jak litość obiera mylną drogę…
                                                   (A. de Saint –Exupéry. Twierdza)
 
Wieczór tego piątkowego dnia zapowiadał się jak zwykle. Ot, normalka, przed sobotnim rytuałem przygotowań do niedzieli. Oprócz czynności, które normalnie miałem do zrobienia, ułożyłem sobie kopiec płytek i książek. Pierwsze, do przesłuchania dla przyjemności, drugie do przeczytania dla obowiązku. Czyli – nic specjalnego. Po obiedzie ostatnia kawa na stole i wszystko byłoby dobrze, gdyby ten cholerny telefon nie zadzwonił…
 
Pierwszym dźwiękiem, który do nas dociera, jest drżenie afrykańskiego powietrza. To dziwne, bo przecież gorące słońce Judei nie jest i nie może być dźwiękiem samym w sobie, a jednak. Czujemy ten przedsmak zalanego słońcem popołudnia, miasta gotującego się do ważnego wydarzenia. Zamiera śpiew ptaków, a z daleka niesie się odgłos biegnącej na jakiś wiec tłuszczy. To The Feeling Begins, miarowo narastający odgłos burzy ludzkich losów splatający się z jękiem dawnego porządku zapisanego w przerażających tajemnicą nutach Gethsemane.
 
… ale niestety zadzwonił, i nic nie mogę już na to poradzić. Nawet nie pamiętam teraz, jak to się stało, ale przejechałem drogę, która normalnie zajmuje mi 45 minut w dwadzieścia. Ale przejechałem. Po to, by przed białymi drzwiami nasłuchiwać odgłosów pikania aparatury i nerwowo podrywać się na każdy ruch klamki. I pomyśleć, że to byłby normalny piątek, gdyby ten cholerny telefon nie zadzwonił…
 
Kiedy zaś znikąd dociera do nas odgłos flażoletu, popędzanego uderzeniami perkusji, pojękiwaniem skrzypiec Shankara, zaczynamy uzmysławiać sobie, że i nas wepchnięto na drogę, której końca nie znamy. Dokąd nas ona zaprowadzi? Ku lepszemu? Taką nadzieję niesie Of These, Hope. Ale to nie jest ostateczna odpowiedź, bo pojawiają się nowe pytania. W nutach Lazarus Raised dopada nas pytanie, czy znajdziemy odwagę i siły, by przeciwstawić się owczemu pędowi ku materializmowi świata? Który ostatecznie zupełnie zniknie, jak światło po dotknięciu wyłącznika? Oby. Oby nam się udało dostrzec światło w tunelu, zanim nie będzie można zawrócić. Lecz zanim to się stanie, dopadnie nas groza i …ból. Of These, Hope (reprise) – z którego natchnionego piękna wyłania się mrożący krew w żyłach temat.
 
… właśnie, gdyby nie zadzwonił. Stało się inaczej. I życie zmieniło się w jednej sekundzie. Och, jeszcze nie zupełnie. Jeszcze nie. Marzyliśmy wtedy, że tylko trochę. Że – owszem – jest ciężko, ale wszystko się ułoży. W końcu medycyna czyni ostatnio takie postępy, że szybko byli na miejscu, że … lekarze zrobią wszystko…
 
A Different Drum, rytm wybijany stopami człowieka spieszącego ku nieznanemu. I takaż wokaliza Gabriela. W jego stylu, żadne słowa nie są potrzebne, choć gdzieś z daleka niesie się zaśpiew „forever”. Właśnie, „na wieki”, oto cały smutek tego nagrania sprowadzany jest do jednego słowa.
 
…wszystko? Ano tak. I cała nadzieja nagle tężeje, gdy lekarze zaczynają mówić jak księża: trzeba mieć nadzieję. To cóż nam pozostaje. Chwytamy się za ręce, poklepujemy po plecach, ocieramy łzę ukradkiem i mówimy: „będzie dobrze”. Jeszcze jedno spojrzenie (mówimy – „do zobaczenia wieczorem / trzymaj się / pa”), po czym wracamy do domu, marząc by… telefon nie zadzwonił…
 
Before Night Falls to dzwonki, brzmiące jak te zawieszone u sań św. Mikołaja. Ileż prostsze było życie, gdy byliśmy dziećmi. Gdy nie musieliśmy się martwić o jutro. O bliskich. O to czy tamto. Taki spokój ciała i duszy. Jak w melodii With This Love. Stateczne, ułożone nuty biegną przed siebie i dają nam wytchnienie. Nadzieję na lepsze jutro. To taka radość, jak tuż przed Wigilią, śnieg pada za oknem, a dzieci biegną do dziadka, by razem spoglądać w okno, gdzie zabłyśnie pierwsza gwiazda. Posłuchajcie oboju Robina Cantera, a usiądziecie urzeczeni i tak już zostanie.
 
…bo zadzwonił, mimo wcześniejszej rozmowy, że nic się nie zmieniło. I znowu to tempo. Znowu pęd niewiarygodny, po to by zdążyć. Gdy już dojeżdżałem, Mahmoud Tabrizi Zadeh skończył wygrywać swoje żale na kementche i zaczął się Passion. Jeszcze parking, bieg już bez kurtki, drzwi i jestem. Wpadłem na oświetlony bladymi świetlówkami korytarz i … czekałem..
 
Strach. Cierpienie i smutek. Porażająca ciemność. Tyle przemawia do nas z wokalizy Nusrat Fateh Ali Khana. Passion. Tak zaczyna się to nagranie. Słyszymy te bębny, te pobrzdękiwania egzotycznych instrumentów perkusyjnych i kulimy się w mroku, czując oddechy demonów na karku. Nie uratuje nas ani zbawczo czysty, chłopięcy śpiew Juliana Wilkinsa, ani trąbka Jona Hassella. Choć niosą one wytchnienie. Są taką próbą przebudzenia ze snu oplatającego nasz umysł. Ale tylko na moment. Bo strach idzie ku nam wielkimi krokami, ma oczy przekrwione po całonocnym czuwaniu pod drzwiami i śmiech dzwonka telefonu, niosącego nadzieję lub grzebiącego ostatnie złudzenia. STRACH! Nie uciekniemy. W finale, o orkiestrowym rozmachu dopadnie nas wreszcie i przyszpili, aż będziemy kwilić, jak bezbronne ludzkie szczenię.
 
… czekałem, ale niestety. Z całej soboty tak naprawdę pozostało mi w pamięci jedno słowo. NIESTETY. Wszystko inne przestało się liczyć. Niestety…
 
With This Love to apogeum nadziei. Jakby nam nagle ktoś przypomniał, że nie wszystko stracone. Jestem za mały, by opisać, ile dla mnie znaczą te trzy minuty śpiewu chóru w tym utworze. Wspaniałym, tajemniczym i pięknym. A przecież to w sumie nic specjalnego. Ot, prosta melodia, zaśpiewana na głosy. Ale jak zaśpiewana…!!! Jak zagrana. Kocham taką muzykę.
 
… bo niestety te chwile, od 16.30, ostatniej soboty listopada były po prostu błądzeniem we mgle. Jakimś dziwnym trafem również powietrze za oknem przysłoniła mgła, rozkazująca samolotom zawracać, lub lecieć do zupełnie innych miast. Kraj spowiła biała otulina, zamykając tym co zostali na ziemi widok na niebo. Wśród nich i mnie.
 
Jak zwykle zatem pozostała mi muzyka. Właściwie to trzeba powiedzieć MUZYKA (bo inaczej się nie da) Petera Gabriela. Swoisty ratunek. Chwytanie się brzytwy. Dlaczego? Bo niesie w sobie taki pokład smutku, piękna, żalu i wspomnień (a tak, wspomnień, bo przecież jest z nami od 1989 roku), że aż trudno od niej się uwolnić.
 
To płyta z muzyką z filmu. Ale wcale tego nie słychać. Przeciwnie, wśród tych wszystkich nut, które Peter Gabriel z przyjaciółmi z odległych krajów dla nas przygotował nie ma ani jednego dźwięku, który można by potraktować jako ścieżkę dźwiękową do ilustracji. I całe szczęście. Bo mamy do czynienia z dziełem epokowym. Niewiele jest bowiem płyt, które mogą żyć bez filmów. To jedna z nich. Absolutne arcydzieło.
 
Polecam.
 
Pamięci mojego Taty. 1947-2006.
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.