ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 19.01 - Warszawa
- 20.01 - Łódź
- 20.01 - Grudziądz
- 21.01 - Gdańsk
- 22.01 - Warszawa
- 23.01 - Poznań
- 24.01 - Katowice
- 21.01 - Kraków
- 21.01 - Łódź
- 21.01 - Warszawa
- 24.01 - Warszawa
- 27.01 - Łódź
- 27.01 - Poznań
- 27.01 - Warszawa
- 28.01 - Poznań
- 29.01 - Gomunice
- 30.01 - Czechowice Dziedzice
- 01.02 - Wrocław
- 29.01 - Łódź
- 30.01 - Warszawa
- 01.02 - Kraków
- 02.02 - Wrocław
- 03.02 - Poznań
- 04.02 - Gdynia
- 03.02 - Warszawa
- 04.02 - Wrocław
- 04.02 - Warszawa
- 04.02 - Kraków
- 05.02 - Warszawa
- 06.02 - Poznań
 

koncerty

30.03.2016

ROYAL HUNT, REDS'COOL, Warszawa, Progresja Music Zone, 29.03.2016

ROYAL HUNT, REDS'COOL, Warszawa, Progresja Music Zone, 29.03.2016

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Royal Hunt, choć ich dorobek zawsze budził we mnie szacunek. A ponieważ w minionym roku nagrali naprawdę bardzo dobry krążek, postanowiłem ich wreszcie zobaczyć.

Duńska (choć z amerykańskim wokalistą D.C. Cooperem i urodzonym w Moskwie liderem i klawiszowcem  Andre Andersenem) formacja walczy już na rockowej scenie od 27 lat i ma na swoim koncie trzynaście studyjnych krążków, w tym świetny, ubiegłoroczny Devil’s Dozen… Przez niektórych postrzegani silnie przez pryzmat powermetalowego grania mają w swoich dźwiękach sporo metalowej progresji i hardrockowej zadziorności. Niestety, choć w Japonii są uwielbiani, u nas szaleństwa nie ma. Widać to było podczas wczorajszego koncertu w warszawskiej Progresji. Tylko garstka ludzi stawiła się pod sceną, aby ich wysłuchać. I gdy wszystko wskazywało na to, że na deski wyjdzie zespół kompletnie rozbity oraz zawiedziony i odwali pańszczyznę, stała się rzecz wyjątkowa.

Piątka muzyków (choć nie wątpię, że była całą sytuacją rozczarowana) rozpoczęła koncert z takim animuszem i energią, jakby przed nimi było przynajmniej kilka tysięcy rozwrzeszczanych fanów! Naprawdę, pełen szacunek. Ich profesjonalne podejście widać było nawet w takim drobiażdżku jak… setlista leżąca na scenie - kolorowa i zalaminowana - polecam jedno ze zdjęć dołączonych do relacji). Emocjonowałem się niedawno Russellem Allenem z Symphony X, który dał prawdziwy popis wokalnego kunsztu podczas warszawskiego koncertu i ustawił się w samym czubie listy rockowych krzykaczy. Po tym jak zobaczyłem D.C. Coopera, muszę nieco zweryfikować ów ranking. Bo oprócz tego, że 50 – letni D.C. wyglądał niczym młody bóg, to jeszcze obskakiwał wokalne górki bez większego wysiłku, przeżywał każdą nutę i czynił hardrockowe pozy. A wszystko to, jakby tuż za barierkami były prawdziwe tłumy. Zebrani oczywiście zauważali te wysiłki i ile mieli siły napędzali zespół. Sam D.C. Cooper to docenił, w bardzo wylewny sposób dziękując głęboko wszystkim tym, którym chciało się przyjść i kupić bilety. Widać było, że szczęśliwe twarze tych wszystkich zebranych naprawdę dawały mu satysfakcję.

A sam koncert, kompletnie abstrahując od frekwencji, wypadł wybornie. Fajne, dynamiczne światła, dobre nagłośnienie, spory sceniczny ruch, no i bardzo udany zestaw kawałków. Ze sceny leciały praktycznie same hity z nośnymi refrenami: River of Pain, One Minute Left to Live, Army of Slaves, Lies,  Wasted Time, Message to God, Stranded. Z najnowszego krążka poleciały tylko trzy numery, ale za to jakie: Heart on a Platter, ultra przebojowy May You Never (Walk Alone) oraz przepiękna ballada Until the Day. Prawdziwym killerem był jednak obowiązkowy Half Past Loneliness. Choć muzycy ostatnio skracali swoje setlisty, warszawiakom (hm… wśród zebranych byli głównie ludzie spoza Warszawy oraz zza wschodnich granic) dali jeden bis więcej. Kompozycją kończącą cały wieczór był kapitalnie wykonany A Life to Die For.

Przed Duńczykami wystąpili Rosjanie z Sankt Petersburga z formacji Reds’Cool. Zagrali trzy kwadranse klasycznego do bólu hard rocka, w którym poszczególne riffy co chwilę skłaniały do pytania: gdzie ja to już słyszałem?! Nic to. Jako support spełnili swoją rolę. Zagrali z zębem i luzem, do tego melodyjnie i bez wpadek. Taki Strangers Eyes z ostatniego ich albumu Press Hard śpiewam do dziś. A do tego ich frontman, Slava Spark, żartobliwie i skutecznie podkreślał stereotyp Rosjanina, który może wypić, rozlewając do kubeczków alkohol i roznosząc go muzykom na tacy.

Zdjęcia:

Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Royal Hunt, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016 Reds'Cool, Warszawa, 29.03.2016
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.