ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

18.05.2016

KULA SHAKER, Edynburg, The Liquid Room, 15/05/2016

KULA SHAKER, Edynburg, The Liquid Room, 15/05/2016 Magiczny wieczór, pełen nie tylko sentymentalnej wycieczki w przeszłość, ale również niezwykłej muzycznej energii.

Niedzielny wieczór był dla mnie kolejnym dowodem na to jak niesprawiedliwy ten (muzyczny) świat potrafi być. Tak zacny zespół jak Kula Shaker „dostąpił” zaszczytu grania w klaustrofobicznej tancbudzie do której wejdzie maksymalnie trzystu chłopa. Prawda jest taka, że Crispian Mills i jego trupa niczym nie zasłużyli sobie na taką obojętność. Kapela może nie należąca do wybitnych (i ambitnych), ale gdy dwadzieścia lat temu pojawiła się na scenach, zatrząsła nieco wyspiarskim muzycznym establishmentem; niby (brit)popowo, ale z wieloma odniesieniami do klasycznego rocka i muzyki indyjskiej (na punkcie, której Mills miał niezłego joba). Wydawać by się mogło, że taka mieszanka się nie sprawdzi, a tu proszę; pierwsze dwa albumy formacji skutecznie atakowały czołówki list przebojów. Jednakże lider w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że pogoń za sławą wypala go i rozwiązał zespół na wiele lat, gdy ten jeszcze całkiem przyzwoice sobie radził. Od tamtego czasu Kulki powracają sporadzycznie i bez wielkiego (prasowego) przytupu. Tak jakby grali tylko dla siebie samych i tej garstki ludzi, którzy o nich pamiętają.

Tak też zresztą było z tegoroczną (naprawdę dobrą) płytą „K2.0” tytułem odwołującą się do debiutu i godnie uświetniającą dwudziestolecie wydawnictwa. Wydany własnym nakładem album pokazuje zespół na świetnej formie.

Nie inaczej było podczas koncertu; niezwykle żywiołowego, pierwszoklasowo odegranego i pozostawiającego po sobie coś więcej niż tylko pisk w uszach. Repertuarowo przedstawiono na przekrój nabardziej znanej części twórczości zespołu. O dziwo pominięto niemal całkowicie płytę „Strangefolk”. A szkoda, gdyż takie „Out On The Highway”, „Die For Love”, czy “6 Ft Down Blues” na pewno świetnie by się sparwdziły w wersjach na żywo. Tak więc utwory z dwóch pierwszych płyt zapewniły główną część setlisty. Który wypadł najlepiej? Cieżko powiedzić, wszystkie zabrzmiały świetnie, zarówno indyjskie „Tattva”, czy „Govinda” jak i konkretnie rockowe kawałki jak „Smart Dogs”, „Temple Of Everlasting Light”, o „Mystical Machine Gun”, czy „Great Hosannach” nie wspominając. Przywoicie na ich tle wypadły tegoroczne numery jak chociażby sielski „Let Love B With U”, czy taki „Mountain Lifter”, który zabrzmiał tutaj niezwykle agresywnie. Lżejszych przerywników było przynajmniej kilka; o ile takie „Oh Mary” i „Ophelia” mogli panowie sobie darować, o tyle klasyk Hawkwind „Hurry On Sundown” (grany często przez Kule już od połowy lat 90-tych), czy dylanowo-brzmiący „33 Crows” sprawdziły się już świetnie.

Na scenie też fajnie, Mills się nie oszczędzał (który z wyglądu nota bene chyba w ogóle się nie zmienił przez ostatnich 20 lat), grał i śpiewał niezykle żywiołowo. Zresztą czuć był tę energię, która udzieliła się chyba wszystkim.

Podsumowując: koncert-petarda, który wstyd byłoby przegapić.

Szkoda tylko, że kolejną trasę trzeba będzie zapewne poczekać kolejne 7-8 lat...

 

Setlista: Sound Of Drums; Hurry On Sundown; Grateful When You’re Dead/Jerry Was There; Let Love B With U; Temple Of Everlasting Light; Infinite Sun; Shower Your Love; 303; Oh Mary; Mountain Lifter; Peter Pan R.I.P.; Ophelia; Mystical Machine Gun; 108 Battles (Of The Mind)/Narayana; Smart Dogs; Tattva; Hush.

Bisy: 33 Crows; Hey Dude; Great Hosannah; Govinda.

Zdjęcia:

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.