Kiedyś pisząc recenzje wydawnictw koncertowych Big Big Train zaczynałem zwykle od przypomnienia, jak to ta brytyjska formacja długie lata „uciekała” od występów na żywo i praktycznie nie wychylała się poza Wyspy. I oto dziś przychodzi mi zrecenzować kolejne wydawnictwo live zespołu Grega Spawtona, spoglądam wstecz i widzę już dziewiąty materiał zapisany na żywo, wydany przez grupę w ciągu ostatnich… dziewięciu lat!

Oczywiście nie ma w tym przypadku. Duży Pociąg otworzył się w ciągu tych minionych kilku lat na fanów złaknionych ich dźwięków na żywo, grając nie tylko pojedyncze koncerty, głównie na Wyspach, ale także wyjeżdżając w trasy poza nie. Na jednej z takich tras byłem i 27 sierpnia 2023 roku oglądałem ich występ w niemieckim Hamburgu. Wówczas zespół był przed wydaniem swojej ostatniej jak do tej pory studyjnej płyty The Likes Of Us, niemniej już zaprezentował dwa nagrania z tego albumu, Oblivion i Love is the Light. Dlaczego o tym piszę? Bo Are We Nearly There Yet? jest zapisem dokumentującym następne trasy zespołu, już promujące ten album.

W zasadzie kompilacją dokonaną przez Alberto Bravina i Gregory'ego Spawtona, zawierającą utwory z koncertów nagranych w latach 2024 i 2025 podczas występów w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Holandii, Belgii, Niemczech, Norwegii i Danii, a także podczas festiwali w Portugalii i na rejsie Cruise To The Edge.

Rzecz ukazała się tylko w formacie audio, na dwóch srebrnych dyskach oraz trzech płytach winylowych i ma dwie odsłony. Na pierwszej płycie, zatytułowanej  The Lives Of Us, otrzymujemy naturalnie prawie wszystkie kompozycje z albumu The Likes Of Us. Pominięto tylko Bookmarks. Drugi dysk, The Lives Of Others, zawiera już utwory z takich albumów, jak Common Ground, Grant Tour, Folklore, Grimspound, English Electric (Part One) i EP-ki Merry Christmas. Warto też zauważyć, że to chyba pierwszy raz, gdy grupa wydaje materiał koncertowy w tak okrojonym składzie, bez  panów z The Big Big Train Brass Ensemble a i bez drugiego gitarzysty, którego rolę pełniła ostatnio piękna Maria Barbieri. Zespól wspiera tu, jako siódmy muzyk, Paul Mitchell, grający między innymi na trąbce. Mimo to, przyznam otwarcie, nie wpływa to jakoś znacznie na mniejsze bogactwo aranżacyjne i charakterystyczny dla nich symfoniczny rozmach samej muzyki. Tym bardziej, że dźwięk całości jest naprawdę bardzo selektywny i ciepły.

Dużą zaletą tego wydawnictwa jest to, że grupa wreszcie mocno zmieniła setlistę i odeszła od regularnie prezentowanych podczas wielu koncertów klasyków. Oczywiście, przez to, ta druga płyta nieco mniej mi się podoba, choć nie brakuje na niej świetnych rzeczy (The First Rebreather, A Mead Hall In Winter, The Florentine), niemniej pierwszy dysk mi to rekompensuje. Jestem wielkim miłośnikiem pierwszej pełnej płyty z Alberto Bravinem na wokalu i tu ten krążek otworzył się dla mnie po raz kolejny, pokazując wysoką jakość.

Na koniec ciekawostka. Płytę otwiera wymawiana przez osoby w różnych językach nazwa  zespołu. Fanom z Polski z pewnością zrobi się miło, gdy w pewnym momencie usłyszą słowa… Duży Duży Pociąg.