ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

29.04.2017

RIVERSIDE, LION SHEPHERD, SOUNDS LIKE THE END OF THE WORLD, Katowice, Mega Club, 27.04.2017

RIVERSIDE, LION SHEPHERD, SOUNDS LIKE THE END OF THE WORLD, Katowice, Mega Club, 27.04.2017

Długo wyczekiwana trasa Riverside Towards The Blue Horizon Tour, poprzedzona dwoma wyjątkowymi koncertami w warszawskiej Progresji, właśnie się materializuje. Jej szósta odsłona miała miejsce w Mega Clubie…

Trasa wzbudza przeogromne zainteresowanie. Można to było zauważyć w wyprzedanym i, najprościej mówiąc, zbyt ciasnym na taki koncert, katowickim klubie. Trudno było wcisnąć symboliczną szpilkę a temperatura na sali była naprawdę wysoka i to nie tylko w przenośni. Zresztą sam Mariusz Duda podczas koncertu wyrażał zainteresowanie tymi stojącymi najdalej, niemalże już poza głównym pomieszczeniem. I trochę się temu nie dziwię, bowiem spędziłem tam drugą część występu Sound Like The End Of The World i nie tylko było tam ciasnawo i gorąco, ale też już niewiele było widać a i komfort słuchania zdawał się być mocno zaniżony. Gwoli pewnego porządku, pod sceną, czy też na balkonie naprzeciwko sceny, skąd obserwowałem występ, było bardzo przyzwoicie i selektywnie. Mniejsza o techniczności, gdyż jak zwykle kluczowe były emocje. A te były spore, choć kompletnie inne niż przed dwoma miesiącami w Warszawie.

Bo to już był zupełnie inny występ. Bez większego ciśnienia, bez obciążenia potężnie nadmuchanym emocjami balonem. Z zespołem mającym ograny materiał już na kilku koncertach. Myślę też, że dla każdego, kto widział jeden z warszawskich występów, po prostu lepszy muzycznie. No dobra, przynajmniej dla mnie, bo wreszcie mogłem myśleć tylko o wybrzmiewającej ze sceny muzyce, a nie o całej otoczce i wszelkich bolesnych kontekstach.

Zaczęli dosyć podobnie, od wyjścia na scenę tylko w trzech, bez Macieja Mellera, i od słów lidera. Ten ostatni tego wieczoru mówił też nieco mniej i starał się nie wracać do trudnych wspomnień. Stąd też pewnie nieprzypadkowo w setliście nie znalazł się wyjątkowy Time Travellers (rozczarowując najpewniej niektórych). Nie wybrzmiały też Discard Your Fear, Deprived (Irretrievably Lost Imagination) i Night Session - Part 2, przez co koncert zamknął się w – i tak pokaźnych – dwóch godzinach i dziesięciu minutach. Spięły go oczywiście dwie odmienne wersje Cody. Pierwsza z nich poprzedzona została budującym klimat przed wyjściem muzyków Eye of the Soundscape, ta druga, optymistyczna, naturalnie zamknęła koncert. Set pokazał też tradycyjne już odchodzenie przez zespół od utartych, studyjnych wersji wielu numerów. The Dept of Self-Delusion zyskał długi ogon, zaś Escalator Shrine poprzedzony był psychodelicznym odjazem. Były momenty zabawne, jak zapowiedź akustycznej, a w zasadzie… YouTubowej wersji Lost (Why Should I Be Frightened By a Hat?). Choć akurat tutaj publiczność – ciągle mobilizowana szeptem przez Dudę – wypadła trochę niemrawo. Podobnie zresztą w 02 Panic Room, gdzie nie pociągnęła po Sweet shelter of mine drugiego wersu I’m freezing without. No i były też fragmenty nerwowe, w których zespół pokazał, mimo jednak pewnego rozbratu ze sceną, spore koncertowe obycie i opanowanie. Jak problem techniczny, który dotknął Piotra Kozieradzkiego zaraz na początku występu, kiedy to wokół jego zestawu zaczęli krzątać się techniczni, a pozostali muzycy delikatnie spoglądać na wydarzenia ze ich plecami. Mimo to nikt nie przerywał, a popularny Mitloff konsekwentnie nabijał rytm, odreagowując nieco gestami już po skończonym numerze. Ot, drobny smaczek, pokazujący jednak „pełną profeskę”.

Przed Riverside zagrali gdańszczanie z Sounds Like The End Of The World. Widziałem ich już po raz trzeci i z każdym występem prezentują się coraz lepiej. Zmienia się też ich brzmienie. Nie jest to klasyczne post-rockowanie, lecz granie pełne transu (w stylu God Is An Astronaut), psychodelii i progresji. Oprócz nich, niespełna trzy kwadranse na scenie zagospodarowali panowie z Lion Shepherd w pierwszej części prezentując starszy, w drugiej premierowy materiał z drugiego albumu Heat. Było orientalnie i spójnie, choć oczywiście najbardziej w pamięć zapadał przepiękny "Anathemowy" Lights Out.

Zdjęcia:

Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 Riverside, Katowice, 27.04.2017 SLTEOTW, Katowice, 27.04.2017 Lion Shepherd, Katowice, 27.04.2017 Lion Shepherd, Katowice, 27.04.2017
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.