ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 19.08 - Cieszanów
- 20.08 - Warszawa
- 01.09 - Wrocław
- 02.09 - Szczecinek
- 20.08 - Warszawa
- 24.08 - Łódź
- 26.08 - Inowrocław
- 31.08 - Łódź
- 03.09 - Kraków
- 07.09 - Warszawa
- 08.09 - Kraków
- 09.09 - Poznań
- 14.09 - Gdańsk
- 15.09 - Warszawa
- 19.09 - Warszawa
- 22.09 - Kraków
- 23.09 - Wrocław
- 24.09 - Łódź
- 24.09 - Warszawa
- 13.10 - Szczecin
- 15.10 - Katowice
 

koncerty

06.04.2017

TEDESCHI TRUCKS BAND, Berlin, Tempodrom, 24.03.2017

TEDESCHI TRUCKS BAND, Berlin, Tempodrom, 24.03.2017

Tedeschi Trucks Band to moim zdaniem najlepszy obecnie zespół grający szeroko pojętego bluesa, o średniej wieku nie przekraczającej 45 lat. Zwrotu „szeroko pojętego” nie użyłem przypadkowo - muzykę Tedeschi Trucks Band bardzo trudno jest sklasyfikować. W ich dorobku znajdziemy czyste bluesowe granie, dzikie blues-rockowe kompozycje, czułe soulowe ballady, gospelowe hymny i jazzowe solówki. W końcu zespół liczy sobie aż 12 osób, zatem mieszanka stylów jest tutaj w pełni zrozumiała. Między innymi dzięki temu ich albumy i koncerty nigdy nie są nudne!

Zacznijmy jednak od przedstawienia dwóch głównych postaci: Dereka Trucksa I Suzan Tedeschi. Derek Trucks to 37-letni geniusz techniki slide, regularnie pojawiający się w zestawieniach najlepszych gitarzystów na świecie, były członek legendarnego The Allman Brothers Band, bratanek śp. Butcha Trucksa (perkusisty Allmanów). Słynie z tego że nigdy nie gra utworu w ten sam sposób, a jego solówki są po prostu nie z tego świata. Derek w 2001 roku poślubił 9 lat od siebie starszą Susan Tedeschi, która swój sceniczny debiut miała na Broadwayu w wieku zaledwie 6 lat. Później, podczas studiów muzycznych, pracowała jako niania. Kto nie chciałby, żeby jego dzieckiem zajmowała się dziewczyna, która za kilka lat będzie supportem dla legend takich jak B.B. King, Bob Dylan czy Buddy Guy? Zarówno Derek jak i Susan przez wiele lat koncertowali ze swoimi solowymi zespołami: Derek Trucks Band i Susan Tedeschi Band. Później organizowali wspólne trasy pod nazwą Derek Trucks & Susan Tedeschi's Soul Stew Revival, aby w końcu połączyć siły i stworzyć Tedeschi Trucks Band. Pod tą nazwą zespół wydał trzy albumy (plus dodatkowe dwa koncertowe) i zdobył nagrodę Grammy za najlepszy album bluesowy w 2012 roku.

Koncert odbywał się w mojej ulubionej hali w Berlinie – Tempodrom, która słynie ze wspaniałej akustyki. Niestety, podczas występu obiekt zapełnił się ledwie w połowie, czyli obejrzało go niespełna 1800 osób. Być może spowodowane było to bardzo słabą promocją tego wydarzenia lub bardzo słabym koncertem, który Derek i Susan zafundowali swoim fanom w Berlinie półtora roku temu (setlista była wtedy pełna chaotycznych aranżacji). Szkoda, bo tym razem była to prawdziwa muzyczna uczta!

Koncert zaczął się piosenką „Don’t Know What It Means” która przypomina trochę twórczość zespołów R&B z przełomu lat 60 i 70. Następnie przyszła pora na genialny cover Derek and the Dominos – „Keep On Growing”. Chyba nikt poza samym Slowhand’em nie potrafi z takim wyczuciem zagrać tego arcydzieła z „Layla and Other Assorted Love Songs”. Powiązań Dereka Trucksa z Claptonem nie trzeba daleko szukać. Derek koncertował z nim na europejskiej trasie w 2006 roku, współpracował podczas tworzenia albumu „The Road to Escondido” i bywa częstym gościem na Crossroads Guitar Festival (założonym i patronowanym przez Claptona). Jako zadanie domowe pozostawiam czytelnikowi odkrycie powiązania Derek Trucks->Allman Brothers Band->Duane Allman->Derek and Dominos.

Potem nadszedł czas na balladę i kolejny hołd klasyce – „Bird on the Wire” Leondarda Cohena. Wspaniale drżący głos Tedeschi i subtelne chórki dodały tej folkowej piosence bardziej bluesowego brzmienia, przypominającego wersje śpiewane przez Cohena podczas jego ostatnich tras koncertowych. Potem zespół zaprezentował więcej swojego materiału z krążka „Let Me Get By”, wydanego niewiele ponad rok temu.

Zamysłem koncertu było, aby każdy z 12 członków Tedeschi Trucks Band mógł choć przez jeden utwór zaprezentować swoje umiejętności solo. Odbyło się nawet małe drum battle, na których obaj perkusiści połamali pałeczki. Pokaz wirtuozerii w wykonaniu Dereka Trucksa można było zobaczyć w „Volunteered Slavery”, gdzie solówka powoli podkręcała tempo grania do granic możliwości zespołu. Wszystko to zakończyło się ogromnym aplauzem publiki i „puszczeniem oczka” przez Dereka do dziewczyny w pierwszym rzędzie. Tylko co na to Susan? Zaskoczeniem dla wszystkich było pojawienie się Jeffa Taylora, młodego gitarzysty i wokalisty z New Jersey, który wspomógł wokalnie Susan podczas jednego utworu. Jego styl muzyczny najlepiej określić można jako „hipster rock”. Na szczęście klasyk Milesa Davisa - „Ali” - z zaimprowizowanym (bądź napisanym na próbie?)  tekstem obronił się sam, głównie dzięki świetnej grze sekcji dętej w składzie: Williams, Owens i Lea. Pierwszy set zamknął tytułowy utwór z ostatniego albumu – „Let Me Get By”.

Set numer dwa rozpoczął się gospelowym wykonaniem „Anyhow My Lord” zaśpiewany a capella przez trójkę wokalistów wspierających. Następnie „Coming Home” zapomnianego już dzisiaj zespołu Delaney & Bonnie (gdzie występowali gościnnie zarówno bracia Allman, jak i Eric Clapton). Ta kompozycja to blues-rock w prawdziwej postaci, a ten styl moim zdaniem najlepiej pasuje do głosu Susan. Początkowo gubiący się w swoich solówkach Derek Trucks odnalazł właściwy tor i już do końca zabierał wszystkich swoim slidem w muzyczną podróż – od autorskiego materiału po „How Blue Can You Get” B.B. Kinga.

Na koniec drugiej części koncertu zaszła mała zamiana w stosunku do drukowanej setlisty – zamiast „Made Up Mind” zagrany został Woodstockowy jam Santany - „Soul Sacrifice”. Zresztą było widać Dereka komunikującego się z zespołem tuż przed tą piosenką. Najwyraźniej miał ochotę na trochę więcej gitarowego grania. Koncert zakończył żartobliwy cover „Let’s Go Get Stoned” – utworu napisanego dla grupy The Coasters grającej R&B, ale spopularyzowanego przez nie kogo innego niż Raya Charlesa. Co cierpliwsi mogli się doczekać na tyłach Tempodromu spotkania z wszystkimi członkami zespołu, którzy chętnie rozdawali autografy i pozowali do zdjęć. Można było jednak odnieść wrażenie, że niektórzy z artystów wzięli słowa ostatniej piosenki zbyt dosłownie.

Pozostaje nam czekać aż Tedeschi Trucks Band trafi pierwszy raz do Polski, ponieważ jest to show, którego zdecydowanie nie można pominąć na dzisiejszej scenie bluesa!

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.