ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 24.08 - Łódź
- 26.08 - Inowrocław
- 31.08 - Łódź
- 01.09 - Wrocław
- 02.09 - Szczecinek
- 03.09 - Kraków
- 07.09 - Warszawa
- 08.09 - Kraków
- 09.09 - Poznań
- 14.09 - Gdańsk
- 15.09 - Warszawa
- 19.09 - Warszawa
- 22.09 - Kraków
- 23.09 - Wrocław
- 24.09 - Łódź
- 24.09 - Warszawa
- 13.10 - Szczecin
- 15.10 - Katowice
 

koncerty

22.03.2017

TRIPTYKON, SECRETS OF THE MOON, MORD'A'STIGMATA, BLAZE OF PERDITION, Wrocław, A2, 17.03.2017

TRIPTYKON, SECRETS OF THE MOON, MORD'A'STIGMATA, BLAZE OF PERDITION, Wrocław, A2, 17.03.2017

Triptykon, zespół nieomal dekadę temu założony przez Szwajcara Thomasa Gabriela Fischera, wystąpił w zeszłym tygodniu czterokrotnie w Polsce. Drugi z tych koncertów — bo jego dotyczy ta notatka — odbył się we Wrocławiu w dopiero co otwartym Centrum Koncertowym A2.

Trudno o jednoznaczną odpowiedź: czy i w jakim stopniu wolno pomyśleć, że Triptykon to Celtic Frost pod innym imieniem? Co prawda brak tu Martina Erica Aina, który w szwajcarskiej grupie odegrał ważną rolę, ale przez pierwszy rok Fischerowi towarzyszył perkusista Reed St. Mark; przy czym i tak jedyną osobą, która współtworzyła każde nagranie rozwiązanego przed dziewięciu laty zespołu, jest właśnie Fischer, z reguły podpisujący się pseudonimem Tom Warrior. Ten zaś od początku podkreślał, że sposób urzeczywistniania muzyki przez Triptykon będzie na tyle na ile to możliwe podobny do ostatniej, wydanej po dłuższej przerwie płyty Celtic Frost — Monotheist; i rzeczywiście — dwa dotychczasowe albumy, Eparistera Daimones oraz Melana Chasmata, są do niej bardzo zbliżone, nie tylko stylem utworów, ale też pozadźwiękową otoczką. Zresztą za ich okładki odpowiedzialny był H.R. Giger, niedawno zmarły artysta, kojarzony tutaj najpewniej nade wszystko ze współpracy z Emerson Lake & Palmer i Magmą, a wśród tych zainteresowanych nieszablonową muzyką ciężką — z oprawą graficzną To Mega Therion Celtic Frost.

Tym bardziej przeto nic dziwnego, że podczas koncertu, w trakcie którego za plecami muzyków uzupełniały scenę obrazy Gigera, ci skłonni do okrzyków widzowie skandowali raczej „Celtic Frost” niż „Triptykon”; choć zdaje się, że ci drudzy starali się być głośniejsi. Tom Gabriel Fischer nie protestował; raz tylko, kiedy zamiast którejś z tych grup wołano jego samego, postanowił przypomnieć, że w zespole są też inni. (Tego jednak, że szło o gitarzystę V. Santurę, basistkę Vanję Slajh i perkusistę Normana Lonharda, nie doprecyzował). Nie dziwi również, że połowa utworów pochodziła z albumów Celtic Frost, nade wszystko wczesnych: z EP-ek, sklejonych dużo później w pojedynczą płytę — zaczęło się bowiem od Procreation (of the Wicked), a skończyło na Morbid Tales. Wraz z Ain Elohim (z Monotheist) i Circle of the Tyrants (z To Mega Therion), zgrabnie spoiły się z tymi, które wydano już pod szyldem Triptykon (Goetia, Tree of Suffocating Souls, Auroae, Altar of Deceit).

To nie był długi koncert: pojawiwszy się na scenie o 22, zniknęli nieco ponad kwadrans po 23; nie wracając, mimo wyraźnie cieszącej Fischera publiczności (bodaj około 200 osób) oraz, jak się zdaje, dobrej kondycji samych muzyków: trudnej do oceny o tyle, że pokazywanej oszczędnie, raczej bez improwizowania. Właściwie — jeśli chodzi o wykonanie, było dokładnie tak, jak wolno było się spodziewać: udane przedstawienie w nieco komiksowej, niby-mrocznej konwencji, z — nade wszystko — ciężkim, trochę hipnotyzującym powtarzalnym rytmem, ale nietuzinkowymi utworami: połączenie niebłahości z umyślnym prymitywizmem, starannie eksponowanym przy pomocy od lat wykrzykiwanego przez Fischera swoistego „Ugh!”. Szwajcar śpiewał bardziej chropowato niż na niektórych płytach, ale w zgodzie z ostatnimi i tymi sprzed więcej niż trzydziestu lat — jakby nie zważając na to co pomiędzy, łącznie (niestety) z Into the Pandemonium z 1987 roku. Warto też wspomnieć o brzmieniu: poszczególne instrumenty łatwo było od siebie odróżnić, przynajmniej nieco dalej od sceny, i to nawet w razie nie tak dalekich stylistycznie od Celtic Frost, ale jednak bardziej blackmetalowych supportów.

W dodatku — choć nie mam pewności, czy ucieszyło to, również tam przecież obecnych, miłośników destrukcji — w Centrum Koncertowym A2 dało się bez kłopotu przyzwoicie oddychać, a muzyka, jakkolwiek odpowiednio głośna, nie destruowała bębenków. Udany wieczór.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.