ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Sunburst ─ Fragments of Creation  w serwisie ArtRock.pl

Sunburst — Fragments of Creation

 
wydawnictwo: Inner Wound Recordings 2016
 
1. Out of the World [5:27]
2. Dementia [5:34]
3. Symbol of Life [4:20] / 4. Reincarnation [4:36]
5. Lullaby [4:08]
6. End of the Game [4:58]
7. Beyond the Darkest Sun [5:10]
8. Forevermore [4:36]
9. Break the Core [4:28]
10. Remedy of My Heart [12:11]
 
Całkowity czas: 55:28
skład:
Nick Grey – bass
Kostas Milonas – drums
Gus Drax – guitar
Vasilis Georgiou – vocal
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
16.04.2017
(Gość)

Sunburst — Fragments of Creation

Sunburst to dość młody zespół, a „Fragments of Creation” to ich debiutancka płyta. Nie są to jednak nowicjusze. Wokalista  Vasilis Georgiou i gitarzysta Gus Drax udzielają się od dłuższego czasu w power metalowym zespole Black Fate, który jest dość znany nie tylko w ich rodzimej Grecji ale i na świecie. Panowie chcieli spróbować chyba czegoś innego i dlatego powstał Sunburst, który jest bardziej progresywny, bardziej gitarowy, cięższy i ogólnie jest... bardziej.

Można śmiało powiedzieć, że to kapela dwóch indywidualności. To co bowiem rzuca się w uszy od pierwszego przesłuchania to wokal Vasilisa Georgiou i gitarowe popisy Gusa Draxa. Georgiu jest często porównywany do Roya Kahna z power metalowego Kamelot. Faktycznie śpiewa trochę podobnie do amerykańskiego kolegi. Ma melodyjny, czysty wokal, chwilami patetyczny, jak to często w tym gatunku, uderzający w falset. Można nie lubić takiego stylu, ale nie można mu odmówić umiejętności – jego śpiewanie jest pierwszorzędne, bardzo melodyjne i swobodne. Wspomagane przez agresywną gitarę tworzy naprawdę interesującą jakość.

Gitarzysta Gus Drax brzmi z kolei, jakby się zapatrzył kiedyś na Johna Petrucciego z Dream Theater. I broń Boże nie jest to zarzut – jego gra jest bardzo atrakcyjna, riffy przyjemnie agresywne i ciężkie, a solówki sprawiają autentyczną frajdę. Jak to w power metalu, ważne jest tempo, więc sekcja rytmiczna jest tu więc odpowiednio mocna i działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Razem daje to muzykę, którą można określić jako miks Nevermore, Dream Theater, Kamelot i wspominanego przez muzyków stareńkiego Conception.

Płyta jest szybka, dynamiczna i ostra od samego początku. Szybkie tempo, chropowate, tłuste riffy skontrapunktowane melodyjnym śpiewem odnajdziemy w otwierającym album „Out Of The World”, później w „Symbol of Life”, „End of the Game”, czy choćby w „Reincarnation”. Zwłaszcza ten ostatni to rasowe gitarowe „mięcho”. Rwane riffy, szybka perkusja i łomoczący bas tworzą stuprocentowy utwór do poskakania i pomachania długimi włosami.

Żeby nie było, że wszystko jest na jedno kopyto, jest tu też trochę spokojniejszych klimatów. Jak choćby „Dementia”, gdzie jest już trochę lżej, więcej tu klawiszy i melodyjnych, gitarowych solówek. Wpada w ucho też „Forevermore”, w którym jest balladowo, nastrojowo, bardziej rockowo, ale ciągle dynamicznie. Bardzo nastrojowy (być może nawet za słodki jak na mój gust) jest też „Lullaby”. Jak sama nazwa wskazuje to ballada – z akustycznym początkiem, chwytliwą melodią, przyjemnym wokalem i obowiązkowym gitarowym solo – w sam raz na składankę typu „Kuschelrock”.

Najciekawsza jest jednak końcówka płyty z moim absolutnym faworytem – instrumentalnym „Beyond the Darkest Sun”. Tu instrumentaliści pokazują, co potrafią. To szybki, ciekawy i skomplikowany utwór. Nie jest to łupanka bez sensu, bardzo dużo tu melodii i klimatu, wyczarowanego przez gitarowe popisy Gusa Draxa. Po tej instrumentalnej przystawce panowie serwują danie główne - „Break the Core”. To najcięższy, najmroczniejszy utwór na płycie. Surowa gitara brzmi tu trochę jak wyjęta z industrialnego Fear Factory, pojawia się trochę growlu, jest zadziornie i drapieżnie. Na deser dostajemy długaśny, 12-minutowy, ciężki i jednocześnie nastrojowo-melodyjny „Remedy of My Heart”. Potężne riffy, dużo przestrzeni, dużo melodii, trochę smyczków, trochę growlu – wszystko to składa się na dobre zakończenie płyty.

Muzyka Sunburst jest jak dobrze ułożony pitbull – niby miły, da się pogłaskać i aportuje, ale wiesz, że w odróżnieniu od innych psów, które tylko szczekają na przejeżdżające samochody, on jest w stanie złapać auto w zęby i zakopać je w ogródku. To kawał dobrego, prog metalowego grania.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.