ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Manfred Mann ─ The Five Faces of Manfred Mann w serwisie ArtRock.pl

Manfred Mann — The Five Faces of Manfred Mann

 
wydawnictwo: HMV 1964
 
1 Smokestack Lightning (Howlin' Wolf)
2 Don't Ask Me What I Say (Jones)
3 Sack O' Woe (Adderley)
4 What You Gonna Do? (Jones/Mann)
5 (I'm Your) Hoochie Coochie Man (Dixon)
6 I'm Your Kingpin (Mann/Jones)
7 Down The Road A Piece (Raye)
8 I've Got My Mojo Working (Morganfield)
9 It's Gonna Work Out Fine (Seneca/Lee)
10 Mr. Anello (Hugg/Jones/Mann/McGuinness/Vickers)
11 Untie Me (South)
12 Bring In To Jerome (Green)
13 Without You (Jones)
14 You've Got To Take It (Jones)
 
Całkowity czas: 38:28
skład:
Paul Jones- vocals, harmonica; Manfred Mann- keyboards; Tom McGuinness- guitar; Mike Vickers- guitar; Dave Richmond- bass; Mike Hugg- drums, vibes
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
15.12.2016
(Recenzent)

Manfred Mann — The Five Faces of Manfred Mann

Ignorancja płytowych wytwórni wobec całej rzeszy młodzieżowych zespołów, które z początkiem lat sześćdziesiątych pojawiły się na scenie na Wyspach Brytyjskich,  mówi o nieufności wobec tego nowego zjawiska jakim zaczynał być rock and roll. Kontrakty płytowe uzyskiwali piosenkarze pokroju Cliffa Richarda i Adama Faitha, z reguły ugładzeni, bliscy słodko-balladowej tradycji sprzed rock’n’rollowego boomu w Ameryce. Jako jeden z pierwszych trafnie oceniając potencjał rodzącej się sceny był Brian Epstein. Manager The Beatles pukał do drzwi paru wytwórni i dopiero George Martin, przedstawiciel EMI zaraził się entuzjazmem Epstaina bo o muzyce zespołu takie miał zdanie: „Zrozumiałem, dlaczego nikt nie chciał ich nagrywać, byli okropni.”

 

Jak beatlesowski sukces zmienił sytuacje na rynku? Wytwórnie zaczęły nagrywać wszystkie pozostałe – lepsze i gorsze – grupy z Liverpoolu. Trzeba było trochę czasu by producenci zrozumieli, że nie chodzi o fenomen miasta, ale o ogólnokrajową eksplozję. Najwcześniej przeczuli to łowcy talentów z wytwórni Decca. Wprawdzie w 1962 roku odrzucili Beatlesów,  ale w to miejsce wskoczyła popularna później grupa Brian Poole and The Tremeloes.  A największym strzałem było zatrudnienie kwintetu The Rolling Stones.

Także Parlophone zaczął dość wcześnie nagrywać grupy spoza Liverpoolu, takie jak Alexis Korner Blues Incorporated z Londynu, czy The Hollies z Manchesteru. Dla Columbii nagrywali Dave Clark Five z Tottenhamu i Freddie And The Dreamers, a z Manchesteru a HMV złowiła zespół Manfreda Manna.

 

Manfred Mann (właśc. Mike Lubowitz) był jazzmanem z RPA, gdzie studiował pianistykę pod okiem profesora Hartmana na uniwersytecie w Johannesburgu. Na Wyspy Brytyjskie przybył w 1961 roku by pogłębić muzyczną wiedzę w zakresie teorii i harmonii.  Na miejscu utworzył wraz z wibrafonistą M. Hugg’em jazzowy band. Jednak już w marcu 1963 roku jako Manfred Mann zadebiutował w londyńskim klubie Marquee już z rhythm’n’bluesowym repertuarem.

 

Pierwsza płyta zespołu zatytułowana „The Five Faces Of Manfred Mann” została wydana w 1964 roku. Już pierwszy numer, standard bluesowy „Smokestack Lighting” pokazuje, że mamy do czynienia z czymś innym i świeżym. Pierwsze to wokal. Jones śpiewa niczym stary bluesman z Delty,  jego gra na harmonijce ustnej też robi wrażenie. Drugie to emocje. Młodzieńcza iskra podpala ogień, który trwa przez całą płytę. Trzecie to niezwykła kultura wykonania utworu. I tak jest z całą płytą. Nieważne czy to są standardy jak: „Hoochie Coochie” czy „I Got Mojo Working” czy to własne numery „I’m Your Kingpin” , „Without You”, utwory na płytach Manfreda Manna są wyszlifowane jak lśniące diamenty.

O głosie Paula Jonesa wspomniałem (jestem pod dużym wrażeniem) natomiast instrumentalnie ciekawa jest gra lidera na fortepianie , Mike Vickers świetnie wczuwa się ze swoim saksofonem i fletem w klimat utworów a i swoje trzy grosze  dorzuca Mike Hugg grając  na wibrafonie. Debiut grupy Manfreda Manna o tyle jest ciekawszy od płyt innych wykonawców z tamtych czasów ,choćby The Rolling Stones, ponieważ jak na tak młodą obsadę zagrany jest bardzo profesjonalnie i z dużym wyczuciem smaku. No bo żeby pokusić się o utwór jazzmana Connaballa Adderleya „Sack O’Woe” to trzeba znać więcej niż parę akordów a i entuzjazm młodzieńczy nie zawsze pomoże.

Gorąco polecam tą płytę jak i następne   Manfreda Manna, muzyka który działa na rynku muzycznym do dziś.

 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.