ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Bachman ─ Heavy Blues w serwisie ArtRock.pl

Bachman — Heavy Blues

 
wydawnictwo: Linus Entertainment 2015
 
The Edge
Ton of Bricks (featuring Scott Holiday)
Bad Child (featuring Joe Bonamassa)
Little Girl Lost (featuring Neil Young)
Learn to Fly
Oh My Lord (featuring Robert Randolph)
Confessin' to the Devil (featuring Jeff Healey)
Heavy Blues (featuring Peter Frampton)
Wild Texas Ride
Please Come to Paris (featuring Luke Doucet)
We Need to Talk
 
Całkowity czas: 45:57
skład:
Anna Ruddick – bass, Dale Anne Brandon – drums, Randy Bachman – guitar, vocals
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 1, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
25.06.2015
(Recenzent)

Bachman — Heavy Blues

Najpierw było Bachman-Turner Overdrive, potem Bachman-Turner, a teraz jest Bachman. Następne będzie pewnie Bach. Nie, Bach już chyba nie będzie, bo Randy już swojego nazwiska skracać nie będzie, poza tym, już był w historii muzyki facet, który się Bach nazywał. Sebastian. Śpiewał na trzech  pierwszych płytach Skid Row.

Trudno powiedzieć, czy Bachman to kolejna grupa dowodzona przez Randy Bachmana, czy też „Heavy Blues” to jego kolejna płyta solowa. Formalnie jest to zespół Bachman, a faktycznie pewnie rządzi tym wszystkim Randy. Co ciekawe, oprócz Bachmana grają tam same panie – sekcję rytmiczną stanowią Anna Ruddick i Dale Anne Brandon. Znacie  taki teledysk do piosenki Roberta Palmera – „Addicted to Love”? Wokalista tam śpiewał swój kawałek na tle zespołu złożonego z bardzo urodziwych pań. Jak to ktoś bystrze zauważył, że pewnie nikt nie zwracał uwagi na tego faceta w koszuli i pod krawatem, który tam stał przy mikrofonie, chyba, że perkusistkę zasłaniał. Może Randy poszedł tym samy tropem, angażując do swojego bandu dwie atrakcyjne damy. Tyle, że o ile panie w teledysku Palmera nawet specjalnie nie udawały, że umieją grać, to sekcja Ruddick-Brandon wymiata jak stare rockmany. Wiem, że to takie seksistowskie stawiać kobietom mężczyzn za wzór, ale jednak to faceci stworzyli takie granie i płeć przeciwna żeby czymś się tu wykazać, musi im dorównać. I idzie im naprawdę dobrze – Dale Ann Brandon wali w bębny z podobną energią jak Keith Moon, a Anne Ruddick przyszła na przesłuchanie w koszulce z podobizną Johna Entwistle’a, co jak twierdzi Randy Bachman zaważyło  o przyjęciu jej do zespołu. A tą miłość do The Who szczególnie słychać w „The Edge” – podejrzewam, że pewne podobieństwo do „Won’t Get Fooled Again” raczej zamierzone.

Warto zwrócić uwagę na imponująca listę gości – min. Bonamassa, Young, Frampton, Randolph. Same wyjątkowo zacne nazwiska. Ciekawe jak technicznie rozwiązano problem „współpracy” z Jeffem Healeyem. Warto też zwrócić uwagę, że ta płyta była współfinansowana przez kanadyjskie ministerstwo kultury. Jestem pod wrażeniem. U nas nie do pomyślenia. A szkoda. Bo to były bardzo dobrze wydane pieniądze.

Sama muzyka – ja już nie będę wspominał, że stary człowiek, a może, bo rockmanów z siódemką z przodu jest trochę i jeśli  są w miarę zdrowi, to stanowią niedościgły wzór dla młodych. Dlatego absolutnie mnie nie dziwi, że z „Heavy Blues” czad idzie okrutny, aż głośniki dymią. Jedyna  chwila wytchnienia to kończąca całość bluesowa ballada „We Need to Talk”, prostymi słowami, ale ujmująco opisuje damsko-męskie zawiłości losu. Zgodnie z tytułem „Heavy Blues” jest to zbluesiałe, ciężkie rockowe granie, z dużą ilością decybeli na wejściu i wyjściu, czasami tego bluesa jest mniej, czasami więcej, jak na przykład w „Confessin’ to The Devil”, a w „Oh My Lord” zagranym z Robertem Randolphem słychać też trochę soulu i gospel. Do polecenia jest w zasadzie cała płyta, bo nie sposób tu coś specjalnie wyróżnić. „Tu wszystko jest pyszne” – jak powiedział menel w czasie odwiedzin w sklepie monopolowym.

Osiem gwiazdek z plusem.

 

 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.