ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Boston ─ Boston w serwisie ArtRock.pl

Boston — Boston

 
wydawnictwo: Epic Records 1976
 
All songs written and composed by Tom Scholz & Brad Delp, except where noted.
Side one
1. "More Than a Feeling" 4:45
2. "Peace of Mind" 5:02
3. "Foreplay/Long Time" 7:47
Side two
1. "Rock & Roll Band" 3:00
2. "Smokin'" (Tom Scholz, Brad Delp) 4:20
3. "Hitch a Ride" 4:11
4. "Something About You" 3:48
5. "Let Me Take You Home Tonight" (Brad Delp) 4:43
 
Całkowity czas: 37:41
skład:
Brad Delp – vocals; guitar on "Let Me Take You Home Tonight"/ Tom Scholz – electric guitars, acoustic guitars, clavinet, organ, bass guitar/ Sib Hashian – drums (Tracks 1-3, 5-8)/ Jim Masdea – drums on "Rock N Roll Band"/ Barry Goudreau – electric guitars on "Foreplay/Long Time" and "Let Me Take You Home Tonight"/ Fran Sheehan – bass guitar on "Foreplay" and "Let Me Take You Home Tonight"
Production
Producers: John Boylan, Tom Scholz/ Direction: Paul Ahern, Charles McKenzie/ Engineers: Warren Dewey, Tom Scholz/ Assistant engineers: Deni King, Bruce Hensel, Doug Ryder/ Mixing: Westlake Audio, Los Angeles assisted by Steve Hodge
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 5
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 2
Arcydzieło.
› 6

Łącznie 16, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
16.06.2012
(Recenzent)

Boston — Boston

Plażowa Kolekcja Artrocka – Lato 2012.

Odcinek szósty.

Debiut Boston nie pojechał z nami na wczasy, ale mimo to  piszę o nim, bo jednak ta muzyka nam tam towarzyszyła. Z banalnie prostego powodu – przez kilka dni na plaży obok nas wygrzewała się grupa Kanadyjczyków, którzy mieli ze sobą boom-box z portem na komórkę i cały czas puszczali jakąś miejscową stację grającą non-stop AORa. A nie ma na świecie tego rodzaju stacji, która nie grałaby „More Than A Feeling”. A ta oprócz „More…” grała jeszcze kilka numerów z pierwszej płyty, min. „Foreplay / Long Time” i „Smokin’”. Spasowała mi ta muzyka do okoliczności, dlatego „Boston” znalazło się również w wakacyjnym zestawie, chociaż niejako eksternistycznie.

 Kiedy jakiś czas temu  kilka lat przebywałem przymusowo w Bydgoszczy… nie, nie w pierdlu na Fordonie, na studiach, bardzo często w nocnych blokach muzycznych Radia Pomoże (to nie ortograf, tak ma być) leciało „More Than A Feeling”. Widocznie człowiek, który układał play-listę wyjątkowo lubił ten kawałek.  Tak jak ja. Pierwsze dźwięki gitar budziły mnie nawet z najgłębszego snu i przez prawie pięć minut chłonąłem każdą nutę. A potem zasypiałem znowu. Absolutnie – jest to jeden z gitarowych numerów wszech czasów, ale nie ze względu na jakieś niestworzone solówki, lecz na niesamowite współbrzmienie gitar.

 „More Than A Feeling” jest zdecydowanie najbardziej znany i pewnie najlepszym utworem w dorobku zespołu, jednak ich debiutancka płyta  tylko na nim się nie opiera. Zgadza się, ten utwór zdominował całą płytę., ale to tak znakomity blockbuster, że dziwić to nie może. Jednak nie jest to  hicior plus wypełniacze, to w płyta w całości znakomita, tylko reszta utworów ma trochę pecha pozostawać w cieniu tego wielkiego przeboju. Chociaż i one próbują błysnąć, a najlepiej udaje się to „Foreplay / Long Time”. Moim zdaniem to najciekawszy utwór z całego albumu – pierwsza część z klasycyzującymi organami w roli głównej, potem króciutkie wyciszenie i dynamiczne wejście gitar – od razu od znakomitej solówki, akustyczny refren, powrót całego zespołu i jeszcze jedno kapitalne solo na gitarze. Razem prawie osiem minut. Poezja… gitarowa. Zresztą co bym nie napisał – tego trzeba po prostu posłuchać.  „Smokin’” i „Hitch A Ride” mimo swoich niezbyt imponujących rozmiarów, też mogą zaskoczyć różnymi ciekawymi pomysłami muzycznymi. „Smokin’” zaczyna się jak zwykły rock’n’rollowy numer,  ale w momencie kiedy organy przejmują dowodzenie, mniej więcej w połowie utworu zaczyna się robić całkiem progresywnie (jakby Kansas). „Hitch A Ride” czaruje świetnymi solówkami gitarowymi i ciekawą partia klawiszy przenosząca ten numer od śpiewno-gitarowego grania w stylu Wishbone Ash w rejony bardziej hard-rockowe.

 „Boston” nie jest czymś, co w jakiś sposób miałoby ruszyć z posad bryłę rockowego świata. Wątpię, żeby Scholz coś takiego planował(*). Raczej chodziło mu o nagranie porządnej rockowej płyty, z fajnymi piosenkami – nie ma tu żadnego nowatorstwa. To co  najważniejsze, czyli charakterystyczne brzmienie gitar też nie jest niczym specjalnie nowym,  Wishbone Ash tak grało od ładnych kilku lat. Oprócz tego Scholz   się zapożyczył również u wykonawców southern-rockowych, jak na przykład Lynyrd Skynyrd, czy The Eagles. Za to godna podziwu jest staranność, a nawet pietyzm z jakim przygotowano te nagrania. Scholz miał (ma) absolutnego świra na  punkcie gitar, to musiały być nagrane perfekcyjnie – wszystko wycyzelowane do ostatniego dźwięku. I trzeba przyznać, że  na całym krążku   wypadają zjawiskowo. Z drugiej strony produkcja nie zamordowała rockowego ducha tej muzyki. Wszystko jest idealnie. A połączenie efektownych melodii z rockowym wykopem dało jak zwykle efekt niszczący, znaczy wyrywa słuchacza z obuwia

 Historia chyba nie zanotowała chętnych, którzy by się chętnie „podczepili” pod styl Boston. Teoretycznie nie powinno być to trudne, bo to raczej konwencjonalne i tradycyjne granie, ale żeby jakoś dogonić Scholza i kolegów, trzeba mieć dar do tworzenia takiej muzyki. Bo niestety nie jest to zjawisko zbyt często spotykane.

 Rockowe arcydzieło,  mimo swojej ewidentnie użytkowej proweniencji

 (*) - Ale ponad dwadzieścia milionów egzemplarzy przez ten czas poszło w ludzi, co nie jest wynikiem wcale takim częstym i gwarantuje dość poczesne miejsce w rockowej historii.  

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.