ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Eloy ─ Eloy w serwisie ArtRock.pl

Eloy — Eloy

 
wydawnictwo: Philips 1971
 
1. Today (5:56)
2. Something yellow (8:15)
3. Eloy (6:15)
4. Song of a paranoid soldier (4:50)
5. Voice of revolution (3:07)
6. Isle of sun (6:03)
7. Dillus roady (6:32)
 
Całkowity czas: 40:58
skład:
Frank Bornemann-guitars, vocals
Helmut Draht -drums
Erich Schriever-lead vocals
Wolfgang Stöcker-bass
Manfred Wieczorke-keyboards
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 4
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 4
Arcydzieło.
› 4

Łącznie 18, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: * Bez oceny
18.07.2011
(Recenzent)

Eloy — Eloy

Pierwsza płyta Eloy ukazała się dlatego, że grupa wygrała konkurs dla młodych talentów, którego główna nagrodą było właśnie nagranie własnego krążka.  Zespół wszedł do studia, album nagrał, Philips to wydał i … nic. Kompletnie. Klapa. Nawet bardziej niż nic i klapa, bo Eloy przestało być. Dopiero dwa lata później , w nieco innym składzie i w innej firmie, grupa zrealizowała swój kolejny krążek – „Inside”. Też sprzedawał się marnie, ale Bornemann był już zahartowany w bojach i pchał ten wózek wytrwale dalej, albo do zwycięstwa, albo do czasu kiedy EMI też ich wyrzuci na zbitą twarz. Na szczęście któraś kolejna płyta zaskoczyła, grupa zdobyła popularność, którą udało się im utrzymać przez ponad dekadę.

 Ale wróćmy do początków kariery, bo debiutu Eloy to nie można sobie ot tak odpuścić. Po pierwsze okładka – bajerancka, rozkładana, wieloczęściowa; na samej górze dekiel od kubła na śmiecie – kartonik tak ładnie przycięto w tym kształcie, a pod tym dekielkiem – wnętrze kubła razem z zawartością – trochę petów i „apetyczna” kanapeczka, tak na oko – tygodniowa. Już samo w sobie jest to intrygujące i oryginalne. A jeszcze została muzyka. Różni się zasadniczo od tej z najsłynniejszych płyt grupy, ale już nie tak bardzo od dwóch następnych  - „Inside” i „Floating”. Na debiucie i dwóch następnych Eloy lubiło sobie konkretnie pohałasować, przy czym dwie kolejne to heavy-progressive, a debiut to  hard-rock z elementami psychodelii i prog-rocka. I wbrew temu co sam Bornemann o niej opowiada – płyta to bardzo dobra. Jedyną wadą może być to, że stylistycznie niezbyt wyróżnia się spośród wielu innych niemieckich płyt rockowych, które pojawiły się w tamtym okresie. Na szczęście wyróżnia się muzycznie. Wiele podobnych płyt niemieckich z tamtego okresu sprawia wrażenie nagrywanych na zasadzie – „My se coś tam pogramy, a co nam wyjdzie  - wrzucimy na plastik” (cała dyskografia The Cosmic Jokers powstała na tej zasadzie). „Eloy” robi wrażenie rzeczy znacznie bardziej przemyślanej. Takiego nawiedzono-narkotykowego odlotu do nikąd praktycznie nie ma wiele – chyba tylko „Something Yellow” czymś takim okraszono. W innych momentach, jeżeli już mamy coś tego rodzaju, to jednak jest to jakoś sensownie umocowane w konstrukcji utworu.  „Today” po „wietrznym” intro zaskakuje zgrabnym hard-rockowym riffem, który napędza cały numer. Zresztą nie on jeden – w „Somthing Yellow” zanim trochę odleci, tez na początku jest ostro (trochę to wczesne UFO przypomina, a zaczyna się trochę jak „Burning of The Midnight Lamp”). Jednym z lepszych utworów jest „Song of a paranoid soldier”, trochę lżejszy, nieco balladowy, bardziej progresywny. Znakomite „Isle of Sun” i „Dillus Roady” to też  bardziej progresywna część płyty, chociaż w pierwszej części „Dillus Roady” zespół łoi aż miło. Ma ten krążek i swoje wady, ale wynikające bardziej z braku doświadczenia i zapewne dość skromnego budżetu debiutanckiego albumu. Po pierwsze – niespecjalne, „sztywne” aranżacje, przez co muzyce momentami płynności brakuje. Nikt nic nie pokombinował, nie podpowiedział, nie zmienił, pewnie tak jak grali to na koncertach – zagrali w studiu i poszło. Po drugie… właściwie tego „po drugie”  nie ma. No bo jak mówić o czymś, czego absolutnie nie ma, nie było i być nie będzie -  produkcji na „Eloy” nie stwierdza się. Aha – ciekawostka – jedyna płyta Eloy, na której głównym wokalistą nie jest Bornemann, tylko niejaki Erich Schriever i to jest jedyna płyta Eloy naprawdę dobrze zaśpiewana po angielsku (żeby nie powiedzieć, że jest to jedyna płyta Eloy w ogóle dobrze zaśpiewana) .

 Przez długie lata krążek ten nie był dostępny w wersji kompaktowej (z winylową nie wiem jak było, pewnie też niezbyt rewelacyjnie). Na początku lat dziewięćdziesiątych na CD wydała to firma Second Battle, a w 1997 roku, wraz z Philipsem wydali to jeszcze raz, w bajeranckiej, dwupłytowej wersji – efektowny digipack z okładką tak samo rozkładaną jak w oryginalnym analogu. Pierwsza płyta zawierała zremasterowaną wersję debiutu, a druga – pierwszy singiel zespołu – „Walk Alone”/”Daybreak” i wywiad z Manfredem Wieczorke. Jeszcze była kilkudziesięciostronicowa książeczka z historią Eloy i tym samym wywiadem, tylko przetłumaczonym na angielski. Ponieważ Second Battle padło kilka lat temu,  obecnie  to wydanie jest niedostępne. Jest jednopłytowa wersja Spalaxu, bez rozkładanej okładki, bez wywiadu, ale z jednym bonusem więcej. Tyle, że dostępna jest tylko z drugiej ręki, a ceny są wyjątkowo toksyczne. Dlatego mój egzemplarz stoi na półce zapakowany w grubą folię, a słucham CDRa na który zrzuciłem muzykę z obu płyt.

 Warto przekonać się jak przekonać się, jak swoją karierę zaczynał najbardziej znany niemiecki zespół prog-rockowy. Bardzo zacny kawałek muzyki, gorąco polecam.

 To zdjęcie obok to nie jest faktycznie sama okładka płyty, tylko to co znajduje się wewnątrz kosza, pod dekielkiem z napisem Eloy. Sam dekielek można pooglądać wszędzie, choćby na progarchivach, a to co pod nim – już nie tak łatwo.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.