ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Vai, Steve ─ Fire Garden w serwisie ArtRock.pl

Vai, Steve — Fire Garden

 
wydawnictwo: Sony BMG 1996
 
1. There’s a fire in the house/ 2. The crying machine/ 3. Dyin’ day/ 4. Whookam/ 5. Blowfish/ 6. The Mysterious Murder Of Christian Tiera’s Lover/ 7. Hand on heart/ 8. Bangkok/ 9. Fire garden suit/ 10. Deepnes/ 11. Little Alligator/ 12. All about Eve/ 13. Aching hunger/ 14. Brother/ 15. Damn You/ 16. When I was a little boy/ 17. Genocide/ 18. Warm regards
 
Całkowity czas: 74:04
skład:
Steve Vai – gitara, bas, wokal i inne instrumenty strunowe/ Chris Frazier – perkusja/ Gregg Bissonette – perkusja/ John Avila – bas/ Devin Townsend – wokal/ Denn Castranovo – perkusja/ Mike Mangini – perkusja/ C.C. White – wokal/ John „Gash” Sombrotto - wokal/ Tracee Lewis – wokal/ Miroslava Medoza Escriba – wokal/ Kimberley Evans – wokal/ Robin DiMaggio – perkusja/ Fabrizio Gossi – bas/ Will Riley – klawisze
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 6
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 2
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 4
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 8
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 5
Arcydzieło.
› 10

Łącznie 38, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 5 Album jakich wiele, poprawny.
06.05.2006
(Gość)

Vai, Steve — Fire Garden

Steve Vai to wielki artysta i to nie tylko dlatego, że arkana gitarowej sztuki zgłębiał pod czujnym uchem Satrianiego. Zdołał wypracować swój styl i zaistnieć jako jeden z mistrzów gitarowej ekwilibrystyki. Stał się jednym z najlepszych „wioślarzy” naszych czasów, zyskał statut wielkiej gwiazdy. Jednak to nie usprawiedliwia go z takich płyt, jak „Fire Garden”. Nie ukrywam , że mam do Vaia ogromny szacunek, ale liczyłem na solidną rockową płytę, ale zawiodłem się. Pojawia się tu elektronika oraz dziwne monologi (Whookam”, “When I was a little boy”, “Damn You”), które pasują do muzyki Vaia jak pięść do nosa. Poutykanych jest na „Fire Garden” wiele eksperymentalnych rozwiązań, ale niekoniecznie interesujących, popadających w nieco kiczowatą stylistykę. W wielu momentach po prostu brakuje pomysłów na melodie i Steve hasa, ot tak sobie bez polotu, po gryfie. Zdają sobie sprawę, że technicznie jest to wyższa szkoła jazdy, osiągalna tylko dla wybrańców, lecz w wielu momentach Steve mógł włożyć w grę więcej serca. W ten sposób otrzymujemy ponad godzinę gitarowego grania, gdzie momentami Vai zapomina, że jest gitarzystą i pokazuje swe, niekoniecznie taktowne, ciągoty. Zdaję sobie sprawę, że Vai niejednokrotnie pokazał klasę i udowodnił, jak dobrym jest gitarzysta, ale serwowanie słuchaczom płyty, przypominającej szkicownik z niedopracowanymi pomysłami, po prostu nie wypada. Być może artysta chciał pokazać jak eklektyczny i zdystansowany materiał potrafi spłodzić, ale mnie osobiście to nie przekonuje. Zarówno pierwsza część płyty, typowo gitarowa, jak i druga, nasycona wokalami, to jak na artystę tego pokroju cienkie przędzenie. Nie ważne jak bardzo będzie się również „Fire Garden” zachwycał sam Vai. Płyta i tak pozostanie średniakiem w jego dyskografii. Oczywiście znajdzie się wielu słuchaczy, którym zakręcone aranżacje i elektroniczne igraszki przypadną do gustu, ale ja do nich nie należę...

Na szczęście na „Fire Garden” znalazło się też kilka lepszych utworów. Ciekawie prezentują się „The Mysterious Murder Of Christian Tiera’s Lover”, rozbudowane „Fire Garden Suit” (ach, ten powiem znad Hiszpanii...), niektóre momenty z „There’s A Fire In The House”, czy „Hand On Heart”. W trakcie krążka zaskoczy nas też niejedno udane solo, albo intrygująca zagrywka. Jednak nie znaczy to, że budzą one euforyczne odruchy. Do geniuszu kompozycjom z „Fire Garden” brakuje wiele, a krążek ten artyście chluby nie przynosi. Jako całość jest słaby, słucha się go z trudem, kompozycje pełne są jakiegoś pokracznego rozpasania, a Steve wyraźnie sam nie wiedział czego chciał, nagrywając ten album. Potwierdza się moja teza, że Steve coraz bardziej dba o wygląd, niż o jakość kompozycji...

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl na Myspace.com ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2017 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.